Chce tylko podziękować, że tu jesteś. To naprawdę dla mnie ważne. Miłego czytania ;)
Byłam w dziwnym miejscu,
które było mi znajome. Dookoła chodziło pełno ludzi, a jasne ściany raziły mnie
w oczy. No tak, rozpoznałam to miejsce; przecież to szkolny korytarz. Wszyscy gdzieś
szli, Tylka ja stałam na środku i patrzyłam na to wszystko. Zwyczajny,
zabiegany dzień w szkole. Kiedy każdy pędził na swoje zajęcia, ruszyłam powoli
przed siebie. Lustrowałam każą rzecz: szafki stojące przy ścianie, parapety na
których licealiści pisali ściągi, albo po prostu rozmawiali, kwiaty stojące w
wielkich donicach… Nagle poczułam zmęczenie. Byłam wykończona. Musiałam chociaż
na chwilę przestać iść przed siebie i odpocząć. Tak jakby na końcu korytarza
było coś, co emanuje złą mocą. Coś, co mnie osłabia. Usiadłam więc na podłodze,
nie zważając na to, czy siedzę na środku korytarza, czy też nie. Po prostu
siedziałam i czekałam, aż nabiorę nieco więcej siły. Wtedy zobaczyłam dziwną
postać: dziewczyna z długimi brąz włosami, szła przez szkolny korytarz z
podniesioną głową. Była inna niż wszyscy: nie biegła na zajęcia, nie grzebała w
plecaku ani nie zajmowała się wyświetlaczem telefonu. Ona po prostu szła w moim
kierunku. Kiedy była wystarczająco blisko, żebym mogła przyglądnąć się jej
twarzy, rozpoznałam ją. Znałam ją, tylko nie mogłam sobie przypomnieć, kim
jest. Chwilę szukałam w moim umyśle jakiś wskazówek, ale nic z tego. Dopiero
kiedy owa dziewczyna zatrzymała się dwa kroki przede mną przypomniałam sobie:
przecież to mama. Mama wyciągnęła rękę w moją stronę, jakby chciała mi pomóc.
Potem przemówiła swoim spokojnym, melodyjnym głosem:
- Grace, nie bój się. Nie
możesz się poddać. Chodź, zrobimy to razem…
Obudziłam
się ze łzami na policzkach. Moje ciało automatycznie przyjęło pozycję siedzącą.
Byłam nie na żarty wystraszona. „Spokojnie Grace, to tylko koszmar. Tylko
koszmar.” Mój mózg karcił mnie za moją bujną wyobraźnie. Chwilę mi zeszło,
zanim przestałam płakać jak mała dziewczynka. Kiedy doszłam do siebie, poczułam
ogromną suchość w gardle. Bez zastanowienia, dotknęłam bosymi stopami zimnej
podłogi, a już po chwili znalazłam się na schodach. Schodząc potknęłam się raz
czy dwa razy, ale to tylko przez to, że byłam jeszcze roztrzęsiona. Szybko
odnalazłam włącznik światła i otuliła mnie jasność. Przymrużyłam oczy, powoli przyzwyczajając
się do obecnego klimatu. Ruszyłam w stronę kredensu, gdzie stała woda.
Odnalazłam szklankę i nalałam do niej trochę zbawiennego płynu. Ciągle zaspana,
odwróciłam się, z zamiarem wskoczenia na blat. Jednak zdziwiło mnie, kiedy
zobaczyłam przed sobą jakąś postać. Myślałam, że zwymiotuję ze strachu, kiedy
rozpoznałam w tej postaci mamę. Widziałam ją tylko przez urywki sekund. Zdążyła
tylko wypowiedzieć moje imię w ten troskliwy sposób. Jej oczy były przepełnione
troską i smutkiem. Nie mogłam zacząć krzyczeć, bo po pierwsze mamy już nie
było; po prostu powiedziała „Grace” i rozpłynęła się w powietrzu, po drugie
mojego gardło dalej było suche. Moją opóźnioną reakcją było upuszczenie
szklanki, która trzymałam w lewej ręce i cofnięcie się z całej siły do tyłu,
ale kredens mi w tym przeszkodził. Serce zaczęło walić mi w piersi jak dzwon.
Tysiące myśli na sekundę:
Czy ja zwariowałam?! Widziałam
moją matkę! Co się ze mną dzieje?! O co tu chodzi?! Co to za gra?!
Bez
zastanowienia, wyczułam ręką na kredensie nóż kuchenny. Cały czas moje oczy
wpatrzone były w miejsce, w którym „objawiła się” mama. Ścisnęłam nóż tak
mocno, że moje knykcie były białe. Powoli wychyliłam się, strachliwie patrząc w
stronę drzwi. Nasłuchiwałam jakiegokolwiek dźwięku. Jeżeli mama naprawdę tu
była, to musiałam ją teraz usłyszeć. Nic. Cisza. To właśnie ta cisza mnie teraz
najbardziej przerażała. Kiedy upewniłam się, że na pewno nikt mnie już nie
zaskoczy od strony drzwi, zrobiłam malutki kroczek do przodu, nie zważając na
to, czy rozbite szkło wbije mi się w stopę, czy też nie. Cały czas moje ciało
było pochylone do przodu, żeby w razie czego umożliwić mi szybką ucieczkę.
Wystraszona z nożem w ręku, musiałam wyglądać tragicznie. Kiedy może oczy
wpatrywały się w ciemność poza drzwiami kuchni, usłyszałam coś dziwnego.
-
Grace, nie bój się.- znowu ten głos! Teraz dochodził zza moich pleców.
Natychmiast się odwróciłam, wyciągając nóż lekko przed siebie. Jednak nic tam
nie było. Może to było głupie, ale stanęłam w miejscu, z którego moim zdaniem
dobiegał głos.
Może faktycznie coś ze
mną nie tak? Jestem szalona? Ten głos był w mojej głowie? Nie to możliwe!
Moje
myśli toczyły ze sobą zaciętą walkę, kiedy ja patrzyłam przed siebie. Widziałam
tą walkę, byłam widzem. Nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam być… taka.
-
Grace?- dobiegł głos zza moich pleców. Tym razem wyrwał mnie z moich rozmyślań.
Odwróciłam się z krzykiem, upuszczając nóż na podłogę. Miałam dość: niech
odejdzie!
-
Grace! To tylko ja!- przez łzy widziałam jak Ana stoi w drzwiach patrząc na
mnie ze zdziwieniem i przerażeniem jednocześnie. Nie pozostało mi nic innego,
jak zalać się łzami. Opadłam wykończona na podłogę. Oparłam plecy o pobliską
ścianę i zakryłam twarz dłońmi.
- Co
się dzieje? Dlaczego płaczesz? Czemu krzyczałaś? Coś Cię wystraszyło? Odpowiedz
mi!- zadawała tak wiele pytań. Na żadne nie dostała odpowiedzi. Sama nie
wiedziałam, co się stało przed chwilą. Co miałam powiedzieć? Że miała rację? Że
mama żyje i wołała mnie? Łzy cisną mi się do oczu, jak nigdy. Kątem oka
widziałam, jak Ana patrzy na rozbite szkło, potem na nóż, który leży obok mnie
i na końcu na mnie. Wstała, pozbierała większe odłamki szkła, a resztę zmiotła
i wrzuciła do kosza. Wytarła resztki mojej wody. Właśnie: woda! Gdybym tutaj po
nią nie przyszła, to nic by się nie stało. Nie obudziłabym Any, nie stłukłabym
szklanki, nie płakałabym teraz. Wszystko przez tą cholerną wodę!
Taa, teraz zwalam winę na
rzeczy martwe. Boże, Grace, opanuj się! Czemu Ty dalej płaczesz, dziewczyno?!
Tak,
płakałam. Płakałam przez cały czas. Nie wiem dlaczego. Po długiej chwili ciszy,
Ana przemówiła swoim spokojnym głosem.
- Może
przejdziemy do salonu, tam mi wszystko opowiesz.- powiedziała patrząc na mnie
troskliwym wzrokiem. Pokiwałam delikatnie głową i potarłam dłońmi moje ramiona,
bo zrobiło mi się zimno. Weszłyśmy do pokoju, zaświecając światło i usiadłyśmy
na kanapie. Koc, który naciągnęłyśmy na nogi, znacznie „ocieplił” atmosferę.
Powoli zaczęłam mówić. Patrzyłam w ziemię i mówiłam o tym jak koszmar wyrwał
mnie ze snu, jak zeszłam do kuchni, jak nalałam wodę do szklanki, no i o tym…
Słowa same wychodziły z moich ust. W sumie, to mógł być wytwór mojej wyobraźni,
ale przecież ona stała centralnie metr ode mnie! Kiedy skończyłam, Ana nic nie
mówiła. Po prostu siedziała. Kiedy złapałam jej spojrzenie, nie dostrzegłam w
nim strachu czy zmartwienia, ale zrozumienie. Nie śmiała się ze mnie, ani nic z
tych rzeczy. Ona mnie rozumiała. Zrobiło mi się głupio, ze wcześniej nie
wierzyłam w to co mówiła. Teraz miałam pewność, że nie kłamała. W każdym razie,
miałam pewność, że nie tylko ja widziałam mamę. Nie byłam sama. Miałam ją.
Pyszne
kakao, które przyniosła mi Ana, było mi nader potrzebne. Brunetka sprawnie
zmieniła temat i w końcu skończyłyśmy śmiejąc się i wygłupiając. Kiedy zaczęłyśmy
grać w 33, usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi wejściowe, a niedługo później do
domu wszedł tata. Od razu wszedł do salonu, co zawdzięczałyśmy zaświeconej
lampie.
- Hej,
dziewczyny!- przywitał nas z uśmiechem na twarzy, składając na naszych
policzkach buziaki.- Czemu jeszcze nie śpicie? Wywalili was ze szkoły, czy
przedłużyli wakacje?- zapytał mrugając do nas porozumiewawczo. Nie musiał
czekać długo na odpowiedź:
-
Grace, zeszła na dół kiedy spałam i nagle usłyszałam stłuczenie szkła i…
- Źle się czułam, zrobiło mi się ciemno przed
oczami i upuściłam szklankę. Trochę mnie bolała głowa, to wszystko.- wtrąciłam
się, póki jeszcze nie wygadała wszystkiego ojcu.
- Ale
przecież krzyczałaś…
-
Zamknij się.- powiedziałam przez zęby. Mimo wszystko, wzrok taty spoczął na
mnie. Wyrazie chciał, żeby rozwinęła temat moich nocnych krzyków. W między
czasie, zdążył już usiąść na rogu kanapy.
- Emm…
Krzyczałam, bo… Bo kiedy Ana weszła do kuchni bardzo się przestraszyłam.- Wypaliłam.
Szybko spuściłam wzrok, żeby dłużej nie patrzeć ojcu w oczy. Potrafię nieźle kłamać,
ale nie w takich sytuacjach.
- Och…
No tak.- powiedział wodząc wzrokiem po pokoju.- Ale już się dobrze czujesz?-
zapytał znowu zatrzymując na mnie wzrok.
- Taa,
już jest okej.- odpowiedziałam nie podnosząc wzroku. Gdyby Ana mogła zabijać
spojrzeniem, to były by moje ostatnie słowa.
-
Dobrze… Zmykajcie spać, jest już 2 w nocy, a wy macie jutro szkołę!- mówił
przywracając pogodną atmosferę. Wstał i skierował się w stronę kuchni. My
natomiast skierowałyśmy się w stronę schodów. Kiedy byłyśmy już na piętrze, Ana
złapała mnie za ramię.
- Czemu
mu nie powiedziałaś?!- syczała. Nie mówiła głośno, w sumie to szeptała, ale w
jej głosie wyraźna była irytacja.
- Nie
mogę. Nie teraz. Powiemy mu innym razem, okej?- broniłam się. Nie chciałam go
martwić, kiedy wrócił zmęczony z pracy. Nie chciałam go w ogóle martwić.
- Jutro
mu powiemy. Musimy.- wyraźnie zaakcentowała słowo „musimy”, po czym puściła
moją rękę. Chwilę stałam w drzwiach mojego pokoju, wpatrując się w nicość.
„ Jutro
mu powiemy. Musimy” Nie chciałam mu
mówić. I tak też zamierzałam zrobić. Nie chciałam dokładać problemów. I nie
będę.
Po
głębokich przemyśleniach, wdrapałam się na łóżko i szybko zasnęłam. Szybciej
niż zazwyczaj.
Zajebisty i pierwszy kom :D
OdpowiedzUsuńCudowny ! Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńPs; Zapraszam do siebie http://magicznaszarokolorowarzeczywistosc.blogspot.com/