Dziękuję że jesteś :)
„Proszę,
nie”- moje myśli błagały o wybawienie, wyrażając chęć natychmiastowej ucieczki.
Mimo wszystko, przez grzeczność odwróciłam się twarzą do dziewczyny. Naprawdę
nie miałam ochoty nawiązywać nowych znajomości w najgorszym momencie mojego
życia.
-
Jestem Amber, a ty?- powtórzyła. Zapewne uważałam mnie za osobę z problemami
słuchowymi.
- Emm…
- zastanawiałam się czy nie powiedzieć, że się śpieszę, pozwolić zagościć
krwawemu kolorowi na moich policzkach i po prostu odejść, ale nie mogłam.
Dziewczyna wpatrywała się we mnie, cierpliwie oczekując odpowiedzi.- Grace. –
mój wzrok spoczywał na chodniku, co dawało dziewczynie szansę do rozwinięcia
naszej rozmowy.
-
Widzę, że nie masz ochoty na rozmowę…- „Naprawdę? Nie możliwe! JA? Błagam…”;
moje myśli rzucały w stronę Amber dosyć obraźliwe teksty, których w życiu nie
miałabym odwagi wypowiedzieć. – Może chcesz iść ze mną na kawę? Zaraz za rogiem
jest taka miła kawiarenka…
-Nie!-
przerwałam jej, nie dając szansy na dokończenie zdania. W życiu nie wrócę tam,
kiedy wiem, że pan „jestem bezczelny i wiem o tym, ale gówno mnie to obchodzi”
tam jest.- To znaczy… śpieszę się właśnie na zajęcia, więc… Do zobaczenia…-
rzuciłam szybko w stronę szatynki i odwróciłam się, zwarta i gotowa do ucieczki
z tego podłego miejsca.- …może- rzuciłam szybko pod nosem, wykonując pierwszy
krok.
-
Zaczekaj, masz może teraz chemię? Widzę, że masz w torbie podręcznik. Może
pójdziemy razem do klasy? – Dziewczyno, ostrzegam Cię, mój mózg ma o Tobie
coraz gorsze zdanie.
Odwróciłam
się powoli w stronę dziewczyny, która chyba kompletnie nie rozumiała, co znaczą
zwroty „zostawić w spokoju” i „dać odrobinę prywatności”. Moja zrezygnowana
mina mówiła chyba sama za siebie, ale najwyraźniej Amber nie zauważała tego.
- Emm…-
Zaczęłam niepewnie, mając nadzieje, że dziewczyna się wycofa i pozwoli mi
odejść. Dalej czułam, że moje oczy są czerwone, ale to nieprzyjemne uczucie łez
balansujących na krawędzi oczu poszło w zapomnienie, kiedy musiałam skleić
sensowną odpowiedź z moich rozwianych myśli. – Okej. – odpowiedziałam
zrezygnowana, widząc, że moja nowa znajoma nie da za wygraną. Ruszyłam powoli w
stronę wejścia do szkoły. Nim się obejrzałam Amber znalazła się tuż obok mnie,
opowiadając o sobie, abyśmy się „lepiej poznały” . Potakiwałam i od czasu do
czasu się lekko uśmiechałam, aby wywrzeć wrażenie zainteresowanej. Cały czas moje
myśli skierowane były ku brunetowi, który tak okropnie potraktował mnie w
kawiarni. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że inni mają uczucia? To,
że on nie przejmuje się słowami czy gestami innych, nie znaczy, że cała
ludzkość jest taka jak on. Mógłby chociaż udawać, że nie jest wredny. Dopiero
teraz zorientowałam się, że nawet nie znam jego imienia, kiedy on wie chociażby
gdzie mieszkam…
-
Grace?- zapytała Amber wyrywając mnie z zamyślenia. Stałyśmy na środku
chodnika: ja jeszcze do niedawna wpatrzona w nicość, ona – wymachująca rękami
przed moją twarzą, próbując nawiązać ze mną kontakt. – Wszystko okej?-
zapytała.
- Ech…
tak… przepraszam… - powiedziałam, przeczesując ręką włosy.
- Oh,
okej. Więc… gdzie urwała Ci się rozmowa?- pytała mnie, kiedy próbowałam
otrząsnąć się z resztek moich myśli.
- Hmm…
Kiedy mi się przedstawiłaś.- odpowiedziałam szczerze. Szatynka roześmiała się.
-
Naprawdę, jestem aż tak nudna?- mówiła, kiedy uśmiech nie znikał z jej twarzy.
Spodziewałam się innej reakcji: myślałam, że obrażona moim rozkojarzeniem,
odwróci się na pięcie i zostawi mnie tutaj samą, a ona… po prostu się śmiała.
- Nie,
nie po prostu… ja…- próbowałam wymyślić coś, co zapobiegłoby pojawieniu się
rumieńców na moich policzkach. Jednak już było po fakcie….
- Nic
się nie stało. Bardzo dużo osób już mi powiedziało, że mówię rzeczy kompletnie
bez sensu i że potrafię zanudzić na śmierć, że jestem nudna, że za dużo mówię,
że…
- Mieli
święta rację.- wypaliłam, z małym uśmieszkiem na twarzy. Szczerość przy tej
dziewczynie, to pestka. Jest tolerancyjna. Może spotkanie jej, nie jest jednak
karą zesłaną z nieba?
-
Najwyraźniej.- dziewczyna jeszcze bardziej roześmiała się na mój komentarz.
Niechybnie poprawiła mi humor. Jej śmiech był taki.. beztroski…
Doszłyśmy
do sali numer 514, śmiejąc się z gadulstwa Amber. Opowiedziała, jak to kilka
razu jej niewyparzony język wpakował ja w niezłe kłopoty, między innymi jak to
wylądowała na dywaniku u dyrektora, za komentowanie strojów nauczycieli. W
końcu zaczęłam szczerze się śmiać i naprawdę słuchać. Cieszyłam się, że nie
muszę dużo mówić: Amber świetnie radziła sobie sama. Tylko od czasu do czasu
wtrąciłam swój krótki komentarz, zachęcając ja do kontynuowania. W końcu zajęłyśmy
miejsca przy jednym ze stanowisk przy oknie. Zdjęłam torbę z ramienia,
wieszając ją na krześle. Moje włosy wylądowały na lewym ramieniu, kiedy prawą
ręką bawiłam się kolczykiem. Amber zapytała mnie kilkakrotnie o moje
zainteresowania, kiedy wreszcie przestałam myśleć o tym, że chyba kiedyś
widziałam ją na lunchu i na chemii. Myślę, że kilka razy zdarzyło mi się
dostrzec jej długie włosy w tłumie pozostałych uczniów.
- Lubię
tańczyć… i jeździć na…
- Oh,
tańczysz? To świetnie się składa! Mam mnóstwo znajomych, który też tańczą!
Należysz do cheerleaderek?- zapytała
wyraźnie zaintrygowana tematem.
- Nie…
Nie o takim tańcu mówię… Głównie pasjonuję się tańcem nowoczesnym.-
powiedziałam nerwowo bawiąc się rękoma, w oczekiwaniu na jej reakcję.
- Oh…-
powtórzyła. Zapewne miała zamiar jeszcze coś dodać, ponieważ jej usta już się
rozchylały, ale krótkie „Zająć miejsca” przeszkodziło jej.
Minęła
prawie połowa lekcji, kiedy drzwi sali gwałtownie się otwarły. Nie przejęłam
się tym zbytnio i dalej rozwiązywałam zadanie. Nagle Amber szturchnęła mnie
łokciem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam delikatny uśmiech na jej twarzy.
Przechyliłam głowę lekko na lewo, nie wiedząc o co jej chodzi. Dalej byłam
nisko pochylona nad notatkami, trzymając w ręku czarny długopis. Amber skinęła głową
w kierunku drzwi, dając mi wyraźnie do zrozumienia, ze mam spojrzeć w tamta
stronę. Powoli odwróciłam głowę, czego zaraz pożałowałam. Moje oczy zdążyły zarejestrować
loki, wysoką sylwetkę, blade policzki i mocno zaciśnięta szczękę, zanim
opuściłam głowę w dół, patrząc bez celu na kartki, na których jeszcze pięć
sekund temu tak gorąco pisałam. Długopis prawie wypadł mi z dłoni, czemu zapobiegłam
mocniej zacieśniając rękę. Widziałam jak wysoki brunet przemierza sale bez
słowa, usadawiając się gdzieś na tyłach.
- No,
no, panie Styles! Czym sobie zasłużyliśmy na taki zaszczyt?- powiedział pan
Watson, zdejmując z nosa swoje okulary.- Liczę na rozsądne wytłumaczenie
twojego spóźnienia.- powiedział, opierając się o biurko. W tym momencie moja
głowa odwróciła się, aby zobaczyć reakcję „pana Styles’a”. Co cóż… Teraz
przynajmniej wiem jak ma na nazwisko. Szczęka bruneta jeszcze bardziej się zacieśniła
na słowa nauczyciela. Po chwili odpowiedział:
-
Samochód mi się zepsuł.- powiedział, przeczesując ręką włosy. Jasne. I musiał przejechać samochodem te 500 metrów, żeby dostać się do szkoły. Taa...
- Słabe
wytłumaczenie.- Watson zaczął się śmiać, a w ślad za nim poszła większość
uczniów. Ucichli jednak, kiedy chłopak posłał im śmiercionośne spojrzenie.
- Może
pan sobie darować.- wymruczał.- D* na zakończenie semestru mi wystarczy.
- Już teraz
możesz zacząć się modlić, abyś wyciągnął na D.- mówił nauczyciel z jadem w głosie, wracając do
lekcji. Brunet opuścił głowę, utrzymując wzrok na swojej dłoni. Nie zdawałam
sobie sprawy, że cały czas patrzę w jego stronę. Szybko odwróciłam wzrok, zanim
ktokolwiek zdążył się zorientować, że coś było nie tak. Kątem oka, widziałam
jak Amber zaczęła coś gorączkowo skrobać na swojej kartce. Po chwili podsunęła
mi ją, a moim oczom ukazały się małe litery:
Wiesz kto to? – tak wiem: człowiek
którego nienawidzę.
Nie. – odpisałam podsuwając szatynce
kartkę. Nie jestem pewna, czy chce wiedzieć kim jest ów osobnik. Amber znowu
zaczęła coś szybko pisać.
JAK TO?! – moje trzy kropki były odpowiedzią
na wszystko.
Harry Styles – jeden z
najprzystojniejszych chłopaków w całej szkole. Jak możesz nie wiedzieć?! Boże,
jaki on jest gorący… Zaraz zemdleję… - Uśmiechnęłam się pod nosem, czytając
wywody Amber. Przynajmniej dzięki niej dowiedziałam się jak ma na imię.
Odwróciłam lekko głowę: ewidentnie Harry patrzył w ta stronę – to było nie zaprzeczane.
Pozostawiam Cię z twoja rosnącą samooceną, gdyż „pan
gorący” właśnie gapi się w tą stronę. – odpisałam, wracając do opuszczonego zadania. Amber
zaraz po przeczytaniu mojej wiadomości odwróciła głowę do tyłu. Brunet
najwyraźniej dalej patrzył w nasza stronę, ponieważ policzki Amber zalały się
czerwienią.*D - w Ameryce jest inna tabela ocen; w Polsce 'D' może uznać jako 3 :)