niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 2

~Zanim przeczytasz~
Rozdział jest spóźniony. Miał pojawić się wczoraj, ale się po prostu nie wyrobiłam. Przepraszam i miłego czytania :)


Przebrana wyszłam na korytarz, gdzie zauważyłam blondyna siedzącego na ławce i czytającego książkę. Dalej byłam roztrzęsiona, ale postanowiłam nikomu nie mówić o sytuacji zaistniałej w szatni.
- Co czytasz?- Zapytałam z w miarę naturalnym uśmiechem.
- To są nuty.- Odpowiedział, odwracając się w moją stronę z uśmiechem. Zamknął zeszyt i włożył go do torby, zarzucając ją sobie na ramię.
- Grasz?- Zadałam kolejne pytanie, wyraźnie zaciekawiona.
- Tak, cały wolny czas spędzam z gitarą. A ty na czymś grasz?- Zapytał, kiedy zmierzaliśmy w stronę wyjścia.
- Nie, jedyne co mnie łączy z muzyką, to taniec.- odpowiedziałam z uśmiechem. Chłopak kiwną wyrozumiale głową.
Szliśmy w stronę parkingu. Kiedy już się na nim znaleźliśmy, drogę zajechał nam jakiś czarny samochód. Po chwili szyba od strony kierowcy się otwarła i usłyszałam znajomy, ochrypły głos.
- Do zobaczenia później Mała!- Brunet błyskawicznie zamknął okno i z
piskiem opon odjechał, zostawiając nas w osłupieniu.
- Kto to był?- Zapytał spokojnie blondyn.
- Idiota.- Odpowiedziałam patrząc na odjeżdżający samochód. Kątem
oka zauważyłam jak chłopak się uśmiecha.
- Tak w ogóle, to zapomniałem zapytać jak masz na imię.
- Grace, a ty?- Powiedziałam, patrząc mu w oczy.
- Niall.- On również popatrzył mi w oczy. Uśmiechnęłam się. W końcu doszliśmy na sam koniec parkingu, gdzie stał motor. Był piękny, czarno-biały, dwuosobowy. Kiedyś uwielbiałam
takie rzeczy, przed śmiercią mamy. Teraz... teraz już dużo pozapominałam.
- Podwieś Cię do domu?- Zapytał Niall, wyciągając dwa kaski z bagażnika. Jeden z nich wyciągnął w moją stronę.
- To twój motor?- Zdziwiona patrzyłam, jak blondyn kiwa twierdząco głową.- Nie, mieszkam niedaleko, przejdę się.
- To nic, ja lubię jeździć, nawet niedaleko - Powiedział z uśmiechem. Zabrałam kask i
włożyłam go na głowę. Niall cały czas przyglądał się moim działaniom.
- Pomóc Ci?- Zapytał, troskliwie wyciągając ręce w moją stronę.
- Już zapięłam.- Odpowiedziałam z uśmiechem. Blondyn odwzajemnił mój uśmiech i włożył kask. Tym razem to ja mu się przyglądałam. Po krótkiej chwili chłopak już siedział na maszynie.
- Wsiadaj.- Zachęcił mnie, a przez szybkę kasku widać było, że jego kąciki ust unoszą się ku górze. Nie zwlekając, podeszłam bliżej, postawiłam stopę na podpórce i złapałam się prawego ramienia Niall'a. Sprawnie przerzuciłam nogę na drugą stronę i już siedziałam na wygodnym siedzeniu.
- Lepiej się mnie złap.- zwrócił mi delikatnie uwagę. - Gdzie Cię mam zawieźć?- wykonałam polecenie blondyna: oplotłam go rękoma w pasie, tak, że jego plecy przylegały do
mojej klatki piersiowej. Czułam się trochę dziwnie: w końcu przytulałam faceta, poznanego dzisiaj rano przez przypadek... Jednak nie okazywałam żadnych uczuć. Tak dawno nie jeździłam, już nie mogłam się doczekać.
- Holly Street obok Thornton Ave. - Niall odpalił silnik i moje uszy przypomniały sobie ten wspaniały warkot. Po krótkiej chwili wyjechaliśmy z parkingu szkolnego. Znowu poczułam ten wiatr, to zimno, to miłe uczucie, kiedy prawa fizyki rzucają twoim ciałem. Plecy Niall'a przylegały do mojej klatki piersiowej i było to dla mnie nawet... przyjemne. Cieszyłam
się, że zaproponował mi podwózkę. Bardzo się cieszyłam.
Dojechaliśmy szybko na miejsce. Za szybko. Niall ściągnął kask i poprawił swoje włosy. Poszłam w jego ślady.
- Dziękuję.- Powiedziałam, przytulając się do pleców blondyna. Najwyraźniej zdziwił go mój gest, bo kiedy tylko dotknęłam delikatnie jego skórzanej kurtki, odwrócił się do mnie twarzą. Przez chwilę patrzył na mnie wzrokiem żądającym wyjaśnień, ale potem uśmiech zagościł na jego twarzy. Nie wiedząc co zrobić, założyłam za ucho niesforny kosmyk włosów i zeszłam z motoru. Oddałam kask Niall'owi.
- Miło było Cię poznać.- Powiedział blondyn.
- Mi Ciebie też.- Z uśmiechem przyglądałam się mu. Kiedy pomachałam mu ręką na pożegnanie i odwróciłam się w stronę domu, usłyszałam znowu warkot silnika. Gdy powoli szłam w stronę furtki, nagle ktoś mnie zawołał.
- Grace!- Automatycznie się odwróciłam i zobaczyłam blondyna, siedzącego na motorze po drugiej stronie ulicy, z podniesioną szybką kasku.- Proszę, nie bij mnie już drzwiami!- Krzyknął ze śmiechem. Ja roześmiałam się bezgłośnie mając nadzieję, ze chłopak pozwoli mi w końcu wejść do domu. Będąc w połowie chodnika, prowadzącego do drzwi wejściowych, coś mocno złapało mnie za rękę i pociągnęło w stronę altanki. Tym czymś, była Ana.
- Mama żyje!- Powiedziała, opierając się dwoma rękami o blat stołu. Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Ona żyje? No ale... Nie, to niemożliwe! Popatrzyłam na siostrę oczami pełnymi zdziwienia i niedowierzania.
- Znowu coś ćpałaś?- Zapytałam unosząc jedną brew do góry i z uśmiechem wstałam od stołu. Zostawiłam Ana'e samą w altance i ruszyłam w stronę domu.
- Widziałam ją w centrum miasta, z jakimś facetem!- Ana krzyczała, starając się zwrócić moją uwagę. Natychmiastowo się zatrzymałam i odwróciłam w stronę siostry.
- Widziałaś ją w centrum?- Dziewczyna pokiwała głową, a czarna grzywka opadła jej na oczy.- Zerwałaś się z lekcji, tak?- popatrzyłam na siostrę groźnym spojrzeniem. Ona gorąco zaprzeczała. Wiedziałam, że kłamie.
- Kończysz godzinę wcześniej ode mnie. Nie zdążyłabyś po lekcjach gdziekolwiek wyjść, poza tym tata by Ci nie pozwolił.- Mówiłam spokojnie, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Dziewczyna ucichła i spuściła wzrok. Czułam dumę. Byłam dumna, bo kolejny raz miałam racje. Ana przygryzła dolną wargę i nagle podniosła wzrok.
- Ale nie powiesz tacie, no nie?- Powiedziała, podchodząc do mnie i łasząc się, jak jakiś kot. Ana była trochę niższa ode mnie, a gdy miałam obcasy, musiała podnosić głowę do góry, żeby obserwować moją twarz. Na słowa siostry, głośno wypuściłam powietrze z ust. Wiedziałam, że tata powinien wiedzieć.
- Dobra, jak chcesz.- zaczęła kiedy zauważyła, że nie jestem chętna do brania udziału w kłamstwach.- Ale ja mu powiem, że już pierwszego dnia wyrwałaś jakiegoś blondyna!- Zaczęło się. Szantaże motywacją mojej siostry. W sumie nie chciałam, żeby tata dowiedział się o mojej znajomości z Niall'em. Przynajmniej nie teraz. Postanowiłam udawać, że nie poruszyły mnie słowa siostry. Mimo wszystko przemówiłam głosem, w którym słychać było wahanie.
- No nie wiem... Zależy co z tego będę miała...
- Materialistka!- wkurzona Ana zostawiła mnie samą na środku trawnika i szybkim krokiem ruszyła w stronę domu.
- Zaczekaj!- powiedziałam, lekko rozbawiona całą tą sytuacją. - Nie powiem nic tacie, jeżeli ty obiecasz, że nie powiesz mu o Niall'u.- dziewczyna zatrzymała się w miejscu, tak jakby rozważała moją propozycje.
- A więc ma na imię Niall?- Ana odwróciła się do mnie z chytrym uśmiechem. Kiedy zobaczyła, że moje mina jest znudzona, a ręce samoczynnie zacieśniają się na klatce piersiowej, odpuściła.-Zgoda.
Wykończona pierwszym dniem  w nowej szkole, ruszyłam do mojego pokoju. Zatrzymałam się w kuchni, aby porwać mój ukochany sok. Na drodze stanął mi tata.
- Masz gościa.- Powiedział z uśmiechem.
- Co?- Zapytałam zdziwiona, lekko marszcząc moje brwi. Nikogo nie zapraszałam, nie spodziewałam się gości.
- Czeka w twoim pokoju.- Torba spadła mi z ramienia na podłogę, ale zaraz ją podniosłam. Z otwartymi ustami patrzyłam na tatę, licząc na dokładniejsze wyjaśnienia z jego strony. Jednak na próżno: wyminął mnie i wyszedł na dwór, a już po chwili usłyszałam warkot odjeżdżającego samochodu. Natychmiast wbiegłam po schodach do mojego pokoju. Otwarłam szybko drzwi i zastygłam w miejscu. Obok mojej komody stał chłopak z lokami na głowie, bezwstydnie przeglądający moją bieliznę. Kiedy zauważył, że weszłam odwrócił się w moją stronę, w rękach trzymając moje koronkowe majtki.
- Masz całkiem seksowną bieliznę. Kiedyś chciałbym Cię w niej zobaczyć.- powiedział wrzucając moją własność z powrotem do komody.
- Co Ty robisz?! Dlaczego grzebiesz w moich rzeczach?!- Zdenerwowana, mocniej zacisnęłam moją rękę na klamce drzwi. On natomiast z uśmiechem na twarzy podszedł do mnie i lekko pociągnął za rękę do przodu. Druga ręką zwinnie zamknął drzwi, przekręcając klucz . Mój wzrok niespokojnie śledził jego ruchy. Kiedy tylko upewnił się, że nikt nie będzie mógł wejść do pokoju, złapał mnie za nadgarstki i mocno przygwoździł do ściany. Zamknęłam oczy i odwróciłam głowę, kiedy jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej. Brunet bardzo mocno trzymał moje ręce, sprawiał mi tym niemały ból. Chciałam zniknąć, kiedy poczułam, jak składa mocne pocałunki na mojej szyi.
- Zostaw mnie, bo zacznę krzyczeć!- powiedziałam podniesionym głosem, w którym można było wyczuć strach. Chłopak tylko zaśmiał się z moich prób wyrwania się i przywarł do moich ust wargami. Jego klatka piersiowa stykała się z moją. Byłam przerażona. Cały czas miałam mocno zaciśnięte powieki. Bałam się. Kiedy on kontynuował swoje dzikie zapędy, czułam, że moje nogi powoli się trzęsą. Później całe moje ciało dygotało pod wielka posturą chłopaka który, jak podejrzewałam, zgwałci mnie w moim własnym pokoju. Moje plecy były oparte o ścianę, a z przodu naciskał na mnie brunet, więc nie mogłam zemdleć. Mimo wszystko, moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa i po prostu zaczęłam osuwać się na ziemię. Ku mojemu zdziwieniu, chłopak szybko to zauważył i natychmiast poluzował dłonie, w których cały czas więził moje nadgarstki. Znalazłam się na podłodze, a palce wbrew woli zaczęły pocierać bolące nadgarstki. Na mojej skórze widoczne były białe odciski palców. Czułam, że w kącikach oczu zbierają się pojedyncze łzy. W końcu jedna z nich popłynęła w dół mojego policzka, aby potem spaść na moje podgięte kolana. Dopiero po chwili zauważyłam, że brunet, który wcześniej tak brutalnie mnie potraktował, teraz patrzył to na mnie, to na moje nadgarstki troskliwym spojrzeniem, kucając przy mnie. Jego rysy twarzy i oczy złagodniały. Szybko odwróciłam głowę, żeby tylko nie nawiązać z nim kontaktu wzrokowego. Pociągnęłam nosem i byłam bardzo zainteresowana ułożeniem paneli na podłodze.
- Słuchaj, ja..- chłopak odezwał się po kilku sekundach. Nie zamierzałam go słuchać.- Ja naprawdę nie chciałem…- moja dłoń sama powędrowała na jego policzek. Uderzyłam go z siłą na tyle wielką, że jego głowa odskoczyła na bok.
- Jak mogłeś?- jedynie te słowa mogłam wydusić przez łzy. Nawet nie miałam siły na niego krzyczeć. Powiedziałam to półszeptem. Całkiem zalałam się łzami. Nie tak wyobrażałam sobie mój pierwszy pocałunek. To miało być romantyczne i miłe przeżycie, a było brutalne i nieprzyjemne. Chłopak spuścił głowę w przepraszającym geście. Byłam na niego wściekła. Złość rosła we mnie z sekundy na sekundę. W końcu wstałam i ocierając łzy, zdecydowałam się coś powiedzieć:
-  Wynoś się stąd.- mówiłam patrząc prosto przed siebie. Brunet również podniósł się i popatrzył mi w oczy, co zignorowałam.
- Ja…
-Wynoś się!- krzyknęłam najgłośniej jak mogłam i odsunęłam się od chłopaka. Nie chciałam go znać. Przez chwilę wydawało mi się, że to wszystko zły sen. Koszmar który nigdy nie wydarzył się w rzeczywistości. To uczucie, kiedy chłopak drugi raz tego samego dnia, przyciska cię z całej siły do ściany, zaczyna cię całować, wbrew twojej woli, potem psuje twój pierwszy pocałunek, który tak wspaniale sobie wyobrażałaś. Stałam przed istotą bez serca. Nie miał dla mnie litości, nawet nie pomyślał, co ja mogę czuć.
- Przepraszam…- powiedział chłopak, swoim ochrypłym, ledwie dosłyszalnym głosem. Nie ośmielił się kolejny raz spojrzeć na mnie. Odwrócił się i otworzył drzwi, po czym jeszcze raz zerkając na cały mój pokój, cicho je zamknął. Nie mogłam długo powstrzymać łez. Osunęłam się po ścianie na ziemię i schowałam twarz w dłoniach. Po chwili popatrzyłam na moje nadgarstki: jeszcze teraz wyraźne były ślady zrobione przez bruneta w szkole, które wydawały się lekkim drobiazgiem w porównaniu do śladów z przed chwili. To za dużo wrażeń jak na pierwszy dzień. To za dużo wrażeń jak jeden dzień. Stanowczo za dużo.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 1

~Zanim przeczytasz~
Pamiętaj to to tylko fan-fiction! Postacie nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi osobami, oprócz wyglądu!
Uparcie próbowałam zignorować uporczywy dźwięk budzika. Przeciągałam się w wygodnej pościeli, aż w końcu moja ręka natchnęła się na twardy, mały przycisk. Po chwili nieprzyjemny dźwięk ustał. Leżałam jeszcze długo zaspana, ale nagle dotarła do mnie myśl, że to już dzisiaj: pierwszy dzień szkoły. Przeprowadziłam się z tatą i siostrą do Kalifornii w te wakacje. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego musiałam spakować walizki i pożegnać się z moim ukochanym Nowym Yorkiem. Rozstałam się z moim domem, ulubionymi miejscami, znajomymi, przyjaciółmi, szkołą za którą o dziwo tęskniłam i wszystkim innym, do czego byłam tak bardzo przywiązana. A dlaczego? Bo tata nie mógł wytrzymać. Wszystko przypominało mu mamę. Dom, w którym spędzaliśmy razem tak wiele czasu, samochód, na który tak długo razem oszczędzali, ogród, gdzie razem przesiadywaliśmy... Nawet w pracy nie mógł znieść myśli, że już nigdy nie zobaczy naprzeciw swojego biurka jej roześmianej twarzy, kiedy odbierała z gracją telefon, albo przyjmowała klienta. Mama zmarła w wypadku samochodowym. Potrącił ją pijany kierowca. Spędziła 4 dni w szpitalu i umarła. Tak po prostu; odeszła. Życie straciło dla mnie sens, wszystko dookoła straciło barwy, czułam, że wszystko we mnie zamiera i ginie. Bardzo to przeżyłam. Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego, może stać się tak pięknej kobiecie.
Katy miała kasztanowe włosy i ciemne oczy. Cera była bardzo blada, a sylwetka szczupła. Zmarła mając 38 lat. Byłam załamana, płakałam non stop. Wiedziałam, że nie mogę rozpaczać wiecznie, mama by tego nie chciała. Próbowałam się otrząsnąć, ale ten smutek dalej był we mnie. Za to tata... on w ogóle nic nie próbował. On tylko cały czas siedział, a łzy uparcie próbowały się wydostać z jego oczu. Tak samo jak Ana. Ona się kompletnie zmieniła. Nie przypomina już mojej siostry, tylko zupełnie inną osobę. Dlatego się przeprowadziliśmy; żeby zapomnieć, uciec. Ubrałam luźną koszulkę i czarne rurki. Do tego dobrałam buty na obcasach i kilka błyskotek. Włosy wyprostowałam, spinając grzywkę na czubku głowy. Zeszłam na dół, gdzie usłyszałam wesołe gwizdanie taty. Otwierając drzwi kuchni, poczułam zapach świeżych naleśników.
- Dzień dobry Śliczna!
- Cześć tato.- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem, dając mu buziaka w policzek. Usiadłam na wysokim krześle stojącym obok lady.
- Gotowa na pierwszy dzień szkoły?- Zapytał, nie podnosząc wzroku znad talerzy. Odpowiedziałam głębokim i długim westchnięciem, uderzając końcówkami paznokci w blat lady.
- Mała, ja wiem, że ta przeprowadzka była dla Ciebie ciężka, ale miałaś całe wakacje, żeby się tutaj zaklimatyzować. Otoczenie jest przecież tutaj dużo lepsze niż w Nowym Yorku i...
- Tato, nie chcę Cię urażać, ale ja w ogóle nie chciałam się przeprowadzać…- mówiłam załamanym głosem.- Tam miałam wrażenie, że mama dalej jest, chociaż już jej nie było...- Myślałam, że zaraz się rozpłaczę, a za wszelką cenę chciałam tego uniknąć.
-Tak... ale wiesz, że nie możemy już wrócić...
-Ale…- Chciałam zacząć protestować, kiedy uświadomiłam sobie, ze to co powiedział tata, jest prawdą - No tak: wiem...- zrezygnowana zaczęłam jeść naleśniki, które znalazły się przede mną.
Po zjedzonym śniadaniu poszłam do mojego pokoju po torbę, a później skoczyłam na chwilę do łazienki. Kiedy zobaczyłam, że jest już piętnaście po ósmej, pobiegłam do kuchni, po ostatni łyk kawy. Czułam jak kofeina powoli zaczyna krążyć w moich żyłach.
- Odwieść Cię do szkoły?- Usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców.
- Nie trzeba, ja...
- Daj spokój, przecież widzę która godzina.- Tata już sięgał po kluczyki. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i ruszyłam za nim w stronę drzwi wejściowych.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, a samochód taty znikną za zakrętem, dopadł mnie stres. W mojej poprzedniej szkole, nie byłam jakoś super popularna, więc tutaj bałam się, że nie znajdę w ogóle znajomych. Z trudem łapiąc oddech, popchnęłam ciężkie drzwi wejściowe. Moim oczom ukazał się długi, jasny korytarz, z mnóstwem drzwi po obu stronach. Bardzo dużo osób mnie mijało. Czułam się... dziwnie. Pierwsze co musiałam zrobić, to zgłosić się po moje ID. Ruszyłam w kierunku kancelarii.  Po około 10 minutach miałam już plakietkę w ręce. Otwierając drzwi, poczułam, że na drodze pionowej powierzchni stanęło coś twardego.
- Emm... Przepraszam... Nie wiedziałam...- zaczęłam się tłumaczyć przed chłopakiem, który okazał się być ową przeszkodą. Kiedy on w milczeniu mi się przyglądał, spuściłam głowę w dół i zakładając za ucho spadające pasmo włosów, zrobiłam parę kroków do przodu, żeby ominąć blondyna.
- Nic się nie stało!- krzykną z uśmiechem, kiedy byłam już kilka metrów dalej. W odpowiedzi uśmiechnęłam się, a pan burak zagościł na mojej twarzy.  
Lekcje mijały powoli, bardzo powoli. Jak na razie znam tylko kilka osób, które pytały mnie o drogę do toalety, albo o chusteczki higieniczne. W końcu to, na co tak długo czekałam: taniec. Dwa razy w tygodniu, po lekcjach, był kurs tańca. Właśnie dlatego wyraziłam jakąkolwiek chęć chodzenia do szkoły. Pasją do tańca, zaraziła mnie mama. Po jej śmierci nie chciałam tańczyć, ale stwierdziłam, że mój zapał i chęci ją uszczęśliwią.  Z niemałym trudem trafiłam do szatni w której mogłam się przebrać. Było cicho i pusto. Najwyraźniej mało osób przyszło na kurs. Szybko ubrałam różową bokserkę, czarne krótkie spodenki i różowe trampki. Włosy związałam w wysokiego kucyka, przy pomocy gumki, którą zawsze nosiłam w piórniku. Zdjęłam wszystkie błyskotki i solidnie schowałam w głębi mojej torby. Gotowa wyszłam z szatni i udałam się na salę, gdzie miała się odbyć pierwsza lekcja. Otworzyłam ogromnie, białe drzwi i zobaczyłam ludzi, stojących w małych grupkach oraz wysokiego mężczyznę, siedzącego na ławce. Trochę się zestresowałam. Wszyscy stali przy swoich znajomych, a ja nie znałam tu nikogo. Byłam skazana na siedzenie na ławce. Powoli ruszyłam przed siebie, czując, że z każdym krokiem, co raz więcej par oczu spogląda ukradkiem w moją stronę. Chciałam zapaść się pod ziemię. Nie wiedząc co zrobić z rękami , opuściłam je lekko wzdłuż tali. W połowie drogi do ławki, wysoki mężczyzna wstał i dmuchnął z całej siły w mały, niebieski gwizdek. To mój nowy trener. Na szczęście zaczęły się zajęcia. Uwielbiałam tańczyć wszystko, ale taniec nowoczesny najbardziej przypadł mi do gustu. Wkrótce zostaliśmy podzieleni na dwie grupy: taniec klasyczny i nowoczesny. Taniec klasyczny zawierał balet, gimnastykę i stepowanie, a nowoczesny hip hop, breakdance i różnorodny. W obydwu grupach będzie praktykowany taniec towarzyski.  Rozgrzewka, potem krótka informacja od trenera i poznaliśmy opiekunów obydwu grup: w tańcu klasycznym była to kobieta, natomiast u nas był mężczyzna: David Garcia. Był z pochodzenia Hiszpanem, co było słychać po jego akcencie. Lekcja się zaczęła. David pokazał nam parę banalnych kroków na początek, a potem zaprezentował to, co będziemy umieć, jeżeli sprawnie ukończymy kurs. Można śmiało stwierdzić, że opadły nam szczęki. Bardzo długo ćwiczyliśmy pierwsze 5 kroków. Po 30 minutach tańca, była 5 minutowa przerwa, na której mogliśmy się napić lub skorzystać z toalety. David był wymagającym opiekunem. Nie pozwalał nam się obijać, ani nie dopuścił do żadnych niedociągnięć. Przerwa była bardzo krótka, więc zaraz wróciliśmy na sale.  Zajęcia trwały jeszcze około 20 minut. Potem David pożegnał się z nami i wszyscy skierowali się w stronę szatni, gdzie podczas przerwy zauważyłam dużo więcej ubrań i plecaków. Kiedy wszyscy skierowali się w stronę wyjścia, ja zostałam żeby zabrać z parapetu moją butelkę z wodą. Wkrótce okazało się, że jestem jedną z nielicznych osób, które zostały w ogromnym pomieszczeniu. Uszłam parę metrów i moim oczom ukazała się blond czupryna, którą widziałam dzisiaj rano obok kancelarii. Nie wiedziałam co robić. Chłopak niby jak każdy inny, ale nie każdego innego bije
drzwiami na dzień dobry. Mimo wszystko zdecydowałam się przejść obok
niego i udawać, że go nie pamiętam. Jak myślałam, tak zrobiłam. Jednak metr od drzwi, usłyszałam ten sam melodyjny głos, co rano:
- Hej, zaczekaj!- Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie lekko za ramię.
Odwróciłam się i podniosłam wzrok jakieś 10 centymetrów wyżej. Zobaczyłam
piękne, niebieskie tęczówki, które lekko się błyszczały.
- Ja...- zaczął niepewnie - Widziałem jak tańczyłaś... Byłaś... Niesamowita...- dokończył swoją wypowiedź, jąkając się. Opowiedziałam uśmiechem, lekko poruszając ręką, na znak, że może mnie już puścić. Chłopak po raz pierwszy od naszej rozmowy zamrugał oczami i popatrzył na moją rękę. Po sekundzie automatycznie ją puścił.
- Dziękuję...- powiedziałam, nie spuszczając wzroku z jego tęczówek.
- Przepraszam za to... Nie chciałem, żebyś uciekła... Tak jak rano...
- Nie dziękuję za puszczenie ręki, tylko za komplement!- odparłam ze śmiechem. Blondyn też lekko się rozchmurzył i znów patrzył mi w oczy.
- Idziesz się przebrać?
- Chyba by pasowało...- Odpowiedziałam pokazując zęby.
- Mogę na Ciebie zaczekać?- Zapytał, cierpliwie wyczekując odpowiedzi.
- Emm... pewnie.- Zdziwiona zaistniałą sytuacją, ruszyłam w stronę szatni. Otworzyłam drzwi i ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu,
zobaczyłam chłopaka, siedzącego na ławce, obok mojej torby i reszty rzeczy.
- Wiedziałem, że to musi być twoje.- powiedział z chytrym uśmieszkiem podnosząc mojego buta za obcas i bawiąc się nim.
- Yy... Nie pomyliły Ci się szatnie?- Zapytałam lekko marszcząc czoło.
- Nie, trafiłem doskonale.- powiedział, gwałtownie wstając z miejsca. Szybkim krokiem podszedł do mnie, a ja automatycznie się odsunęłam. Brunet nie zwalniając
kroku złapał mnie za nadgarstki i mocno przygwoździł do ściany, na co zareagowałam cichym piskiem.
- Faktycznie jesteś ładna.- powiedział, uważnie mi się przyglądając. Wydawał mi się wyższy od blondyna czekającego na korytarzu. Ciemne, pofalowane włosy, były ułożone w artystycznym nieładzie. Ciemno zielone oczy świdrowały moje ciało.
- Puść mnie!- krzyknęłam i zaczęłam się szarpać. On jednak ze stoickim spokojem się uśmiechną i przywarł do mnie całą powierzchnią swojego ciała, chowając głowę w zagłębienie pomiędzy moją szyją a ramieniem. Nie mogłam się ruszyć, nawet ciężko mi się oddychało pod jego ciężarem. Czułam się tak, jakby dokładnie chciał zapamiętać
zapach moich perfum. W końcu podniósł głowę i popatrzył mi prosto w oczy, a po chwili zjechał wzrokiem na dekolt. Nie wytrzymałam i uniosłam kolano, aby uderzyć go w krocze. On jednak był szybszy i złapał moją kończynę w połowie drogi do celu. Uśmiechnął się łobuzersko, po czym zwinnym ruchem odchylił moje kolano na bok i przywarł wargami do mojej szyi. Znowu unieruchomił mnie swoim ciałem, a jego ręka z powrotem chwyciła
mój nadgarstek, przyciskając go do ściany. Nie mogłam nic zrobić. Na szczęście ta chwila nie trwała długo. Chłopak gwałtownie puścił moje ręce i odsunął się ode mnie.
- Widzimy się później.- Powiedział i wyszedł drzwiami, których wcześniej nie zauważyłam. Jakieś pięć minut stałam i patrzyłam w nicość, dokładnie analizując to, co się przed chwilą wydarzyło. Roztrzęsiona podeszłam do moich rzeczy. Podniosłam buta, którego upuścił brunet. Spojrzałam na moje nadgarstki: były całe sine, i nie dało się nie zauważyć, białych

odcisków długich, męskich palców.

sobota, 16 sierpnia 2014

Wstęp

Hej :3
Kilka słów wstępu: opowiadanie jest mojego autorstwa, nie jest tłumaczone, czy coś. Wcielamy się w 18-letnią Grace (główna bohaterkę), która mieszka w Californi i ma zdolność przyciagania kłopotów.
Jak mozna zauważyć, blog jest jeszcze w "surowym" stanie, co postaram się szybko zmienić.
Przejdźmy może do krótkiego opisu bohaterów:

Grace Davids
Wiek: 18 lat
Zainteresowania: muzyka, deskorolka, taniec
Wzrost: 165 cm
Wyglad: niebieskie oczy, brązowe falowane włosy do łokci,
szczupła sylwetka.


Harry Styles
Wiek: 18 lat
Zainteresowania: koszykówka, śpiew
Wzrost: 178 cm
Wygląd: szmaragdowe oczy, włosy lekko kręcone,
zaczesane do góry, duże dłonie, kilka tatuaży na
klatce piersiowej i ramionach


Naill Horan
Wiek: 18 lat
Zainteresowania: gra na gitarze, śpiew
Wzrost: 176 cm
Wygląd: Błękitne oczy, blond włosy z ciemnymi odrostami
zaczesane do góry

Resztę bohaterów znajdziecie w zakładce "Bohaterowie".
Jeszcze kilka słów na temat dodawania rozdziałów: pierwszy rozdział pojawi się najprawdopodobniej jutro. Nie chcę wstawiać go dzisiaj, żeby nie zawalić was nawałem informacji ;3 Następne rozdziały nie będą dodawane regularnie, chociaż bedę się starać dodawać jeden raz w tygodniu. Ogólnie to mam na imię Ola i chyba powinnam o tym wspomnieć na samym początku :D
Czekajcie na pierwszy rozdział i zapraszam do wyrażania swoich opini w komentarzach ;)