niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział 1

~Zanim przeczytasz~
Pamiętaj to to tylko fan-fiction! Postacie nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi osobami, oprócz wyglądu!
Uparcie próbowałam zignorować uporczywy dźwięk budzika. Przeciągałam się w wygodnej pościeli, aż w końcu moja ręka natchnęła się na twardy, mały przycisk. Po chwili nieprzyjemny dźwięk ustał. Leżałam jeszcze długo zaspana, ale nagle dotarła do mnie myśl, że to już dzisiaj: pierwszy dzień szkoły. Przeprowadziłam się z tatą i siostrą do Kalifornii w te wakacje. Zaraz po zakończeniu roku szkolnego musiałam spakować walizki i pożegnać się z moim ukochanym Nowym Yorkiem. Rozstałam się z moim domem, ulubionymi miejscami, znajomymi, przyjaciółmi, szkołą za którą o dziwo tęskniłam i wszystkim innym, do czego byłam tak bardzo przywiązana. A dlaczego? Bo tata nie mógł wytrzymać. Wszystko przypominało mu mamę. Dom, w którym spędzaliśmy razem tak wiele czasu, samochód, na który tak długo razem oszczędzali, ogród, gdzie razem przesiadywaliśmy... Nawet w pracy nie mógł znieść myśli, że już nigdy nie zobaczy naprzeciw swojego biurka jej roześmianej twarzy, kiedy odbierała z gracją telefon, albo przyjmowała klienta. Mama zmarła w wypadku samochodowym. Potrącił ją pijany kierowca. Spędziła 4 dni w szpitalu i umarła. Tak po prostu; odeszła. Życie straciło dla mnie sens, wszystko dookoła straciło barwy, czułam, że wszystko we mnie zamiera i ginie. Bardzo to przeżyłam. Nigdy nie przypuszczałam, że coś takiego, może stać się tak pięknej kobiecie.
Katy miała kasztanowe włosy i ciemne oczy. Cera była bardzo blada, a sylwetka szczupła. Zmarła mając 38 lat. Byłam załamana, płakałam non stop. Wiedziałam, że nie mogę rozpaczać wiecznie, mama by tego nie chciała. Próbowałam się otrząsnąć, ale ten smutek dalej był we mnie. Za to tata... on w ogóle nic nie próbował. On tylko cały czas siedział, a łzy uparcie próbowały się wydostać z jego oczu. Tak samo jak Ana. Ona się kompletnie zmieniła. Nie przypomina już mojej siostry, tylko zupełnie inną osobę. Dlatego się przeprowadziliśmy; żeby zapomnieć, uciec. Ubrałam luźną koszulkę i czarne rurki. Do tego dobrałam buty na obcasach i kilka błyskotek. Włosy wyprostowałam, spinając grzywkę na czubku głowy. Zeszłam na dół, gdzie usłyszałam wesołe gwizdanie taty. Otwierając drzwi kuchni, poczułam zapach świeżych naleśników.
- Dzień dobry Śliczna!
- Cześć tato.- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem, dając mu buziaka w policzek. Usiadłam na wysokim krześle stojącym obok lady.
- Gotowa na pierwszy dzień szkoły?- Zapytał, nie podnosząc wzroku znad talerzy. Odpowiedziałam głębokim i długim westchnięciem, uderzając końcówkami paznokci w blat lady.
- Mała, ja wiem, że ta przeprowadzka była dla Ciebie ciężka, ale miałaś całe wakacje, żeby się tutaj zaklimatyzować. Otoczenie jest przecież tutaj dużo lepsze niż w Nowym Yorku i...
- Tato, nie chcę Cię urażać, ale ja w ogóle nie chciałam się przeprowadzać…- mówiłam załamanym głosem.- Tam miałam wrażenie, że mama dalej jest, chociaż już jej nie było...- Myślałam, że zaraz się rozpłaczę, a za wszelką cenę chciałam tego uniknąć.
-Tak... ale wiesz, że nie możemy już wrócić...
-Ale…- Chciałam zacząć protestować, kiedy uświadomiłam sobie, ze to co powiedział tata, jest prawdą - No tak: wiem...- zrezygnowana zaczęłam jeść naleśniki, które znalazły się przede mną.
Po zjedzonym śniadaniu poszłam do mojego pokoju po torbę, a później skoczyłam na chwilę do łazienki. Kiedy zobaczyłam, że jest już piętnaście po ósmej, pobiegłam do kuchni, po ostatni łyk kawy. Czułam jak kofeina powoli zaczyna krążyć w moich żyłach.
- Odwieść Cię do szkoły?- Usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców.
- Nie trzeba, ja...
- Daj spokój, przecież widzę która godzina.- Tata już sięgał po kluczyki. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i ruszyłam za nim w stronę drzwi wejściowych.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, a samochód taty znikną za zakrętem, dopadł mnie stres. W mojej poprzedniej szkole, nie byłam jakoś super popularna, więc tutaj bałam się, że nie znajdę w ogóle znajomych. Z trudem łapiąc oddech, popchnęłam ciężkie drzwi wejściowe. Moim oczom ukazał się długi, jasny korytarz, z mnóstwem drzwi po obu stronach. Bardzo dużo osób mnie mijało. Czułam się... dziwnie. Pierwsze co musiałam zrobić, to zgłosić się po moje ID. Ruszyłam w kierunku kancelarii.  Po około 10 minutach miałam już plakietkę w ręce. Otwierając drzwi, poczułam, że na drodze pionowej powierzchni stanęło coś twardego.
- Emm... Przepraszam... Nie wiedziałam...- zaczęłam się tłumaczyć przed chłopakiem, który okazał się być ową przeszkodą. Kiedy on w milczeniu mi się przyglądał, spuściłam głowę w dół i zakładając za ucho spadające pasmo włosów, zrobiłam parę kroków do przodu, żeby ominąć blondyna.
- Nic się nie stało!- krzykną z uśmiechem, kiedy byłam już kilka metrów dalej. W odpowiedzi uśmiechnęłam się, a pan burak zagościł na mojej twarzy.  
Lekcje mijały powoli, bardzo powoli. Jak na razie znam tylko kilka osób, które pytały mnie o drogę do toalety, albo o chusteczki higieniczne. W końcu to, na co tak długo czekałam: taniec. Dwa razy w tygodniu, po lekcjach, był kurs tańca. Właśnie dlatego wyraziłam jakąkolwiek chęć chodzenia do szkoły. Pasją do tańca, zaraziła mnie mama. Po jej śmierci nie chciałam tańczyć, ale stwierdziłam, że mój zapał i chęci ją uszczęśliwią.  Z niemałym trudem trafiłam do szatni w której mogłam się przebrać. Było cicho i pusto. Najwyraźniej mało osób przyszło na kurs. Szybko ubrałam różową bokserkę, czarne krótkie spodenki i różowe trampki. Włosy związałam w wysokiego kucyka, przy pomocy gumki, którą zawsze nosiłam w piórniku. Zdjęłam wszystkie błyskotki i solidnie schowałam w głębi mojej torby. Gotowa wyszłam z szatni i udałam się na salę, gdzie miała się odbyć pierwsza lekcja. Otworzyłam ogromnie, białe drzwi i zobaczyłam ludzi, stojących w małych grupkach oraz wysokiego mężczyznę, siedzącego na ławce. Trochę się zestresowałam. Wszyscy stali przy swoich znajomych, a ja nie znałam tu nikogo. Byłam skazana na siedzenie na ławce. Powoli ruszyłam przed siebie, czując, że z każdym krokiem, co raz więcej par oczu spogląda ukradkiem w moją stronę. Chciałam zapaść się pod ziemię. Nie wiedząc co zrobić z rękami , opuściłam je lekko wzdłuż tali. W połowie drogi do ławki, wysoki mężczyzna wstał i dmuchnął z całej siły w mały, niebieski gwizdek. To mój nowy trener. Na szczęście zaczęły się zajęcia. Uwielbiałam tańczyć wszystko, ale taniec nowoczesny najbardziej przypadł mi do gustu. Wkrótce zostaliśmy podzieleni na dwie grupy: taniec klasyczny i nowoczesny. Taniec klasyczny zawierał balet, gimnastykę i stepowanie, a nowoczesny hip hop, breakdance i różnorodny. W obydwu grupach będzie praktykowany taniec towarzyski.  Rozgrzewka, potem krótka informacja od trenera i poznaliśmy opiekunów obydwu grup: w tańcu klasycznym była to kobieta, natomiast u nas był mężczyzna: David Garcia. Był z pochodzenia Hiszpanem, co było słychać po jego akcencie. Lekcja się zaczęła. David pokazał nam parę banalnych kroków na początek, a potem zaprezentował to, co będziemy umieć, jeżeli sprawnie ukończymy kurs. Można śmiało stwierdzić, że opadły nam szczęki. Bardzo długo ćwiczyliśmy pierwsze 5 kroków. Po 30 minutach tańca, była 5 minutowa przerwa, na której mogliśmy się napić lub skorzystać z toalety. David był wymagającym opiekunem. Nie pozwalał nam się obijać, ani nie dopuścił do żadnych niedociągnięć. Przerwa była bardzo krótka, więc zaraz wróciliśmy na sale.  Zajęcia trwały jeszcze około 20 minut. Potem David pożegnał się z nami i wszyscy skierowali się w stronę szatni, gdzie podczas przerwy zauważyłam dużo więcej ubrań i plecaków. Kiedy wszyscy skierowali się w stronę wyjścia, ja zostałam żeby zabrać z parapetu moją butelkę z wodą. Wkrótce okazało się, że jestem jedną z nielicznych osób, które zostały w ogromnym pomieszczeniu. Uszłam parę metrów i moim oczom ukazała się blond czupryna, którą widziałam dzisiaj rano obok kancelarii. Nie wiedziałam co robić. Chłopak niby jak każdy inny, ale nie każdego innego bije
drzwiami na dzień dobry. Mimo wszystko zdecydowałam się przejść obok
niego i udawać, że go nie pamiętam. Jak myślałam, tak zrobiłam. Jednak metr od drzwi, usłyszałam ten sam melodyjny głos, co rano:
- Hej, zaczekaj!- Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie lekko za ramię.
Odwróciłam się i podniosłam wzrok jakieś 10 centymetrów wyżej. Zobaczyłam
piękne, niebieskie tęczówki, które lekko się błyszczały.
- Ja...- zaczął niepewnie - Widziałem jak tańczyłaś... Byłaś... Niesamowita...- dokończył swoją wypowiedź, jąkając się. Opowiedziałam uśmiechem, lekko poruszając ręką, na znak, że może mnie już puścić. Chłopak po raz pierwszy od naszej rozmowy zamrugał oczami i popatrzył na moją rękę. Po sekundzie automatycznie ją puścił.
- Dziękuję...- powiedziałam, nie spuszczając wzroku z jego tęczówek.
- Przepraszam za to... Nie chciałem, żebyś uciekła... Tak jak rano...
- Nie dziękuję za puszczenie ręki, tylko za komplement!- odparłam ze śmiechem. Blondyn też lekko się rozchmurzył i znów patrzył mi w oczy.
- Idziesz się przebrać?
- Chyba by pasowało...- Odpowiedziałam pokazując zęby.
- Mogę na Ciebie zaczekać?- Zapytał, cierpliwie wyczekując odpowiedzi.
- Emm... pewnie.- Zdziwiona zaistniałą sytuacją, ruszyłam w stronę szatni. Otworzyłam drzwi i ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu,
zobaczyłam chłopaka, siedzącego na ławce, obok mojej torby i reszty rzeczy.
- Wiedziałem, że to musi być twoje.- powiedział z chytrym uśmieszkiem podnosząc mojego buta za obcas i bawiąc się nim.
- Yy... Nie pomyliły Ci się szatnie?- Zapytałam lekko marszcząc czoło.
- Nie, trafiłem doskonale.- powiedział, gwałtownie wstając z miejsca. Szybkim krokiem podszedł do mnie, a ja automatycznie się odsunęłam. Brunet nie zwalniając
kroku złapał mnie za nadgarstki i mocno przygwoździł do ściany, na co zareagowałam cichym piskiem.
- Faktycznie jesteś ładna.- powiedział, uważnie mi się przyglądając. Wydawał mi się wyższy od blondyna czekającego na korytarzu. Ciemne, pofalowane włosy, były ułożone w artystycznym nieładzie. Ciemno zielone oczy świdrowały moje ciało.
- Puść mnie!- krzyknęłam i zaczęłam się szarpać. On jednak ze stoickim spokojem się uśmiechną i przywarł do mnie całą powierzchnią swojego ciała, chowając głowę w zagłębienie pomiędzy moją szyją a ramieniem. Nie mogłam się ruszyć, nawet ciężko mi się oddychało pod jego ciężarem. Czułam się tak, jakby dokładnie chciał zapamiętać
zapach moich perfum. W końcu podniósł głowę i popatrzył mi prosto w oczy, a po chwili zjechał wzrokiem na dekolt. Nie wytrzymałam i uniosłam kolano, aby uderzyć go w krocze. On jednak był szybszy i złapał moją kończynę w połowie drogi do celu. Uśmiechnął się łobuzersko, po czym zwinnym ruchem odchylił moje kolano na bok i przywarł wargami do mojej szyi. Znowu unieruchomił mnie swoim ciałem, a jego ręka z powrotem chwyciła
mój nadgarstek, przyciskając go do ściany. Nie mogłam nic zrobić. Na szczęście ta chwila nie trwała długo. Chłopak gwałtownie puścił moje ręce i odsunął się ode mnie.
- Widzimy się później.- Powiedział i wyszedł drzwiami, których wcześniej nie zauważyłam. Jakieś pięć minut stałam i patrzyłam w nicość, dokładnie analizując to, co się przed chwilą wydarzyło. Roztrzęsiona podeszłam do moich rzeczy. Podniosłam buta, którego upuścił brunet. Spojrzałam na moje nadgarstki: były całe sine, i nie dało się nie zauważyć, białych

odcisków długich, męskich palców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz