~Zanim przeczytasz~
Pamiętaj to to tylko fan-fiction! Postacie nie mają nic wspólnego z rzeczywistymi osobami, oprócz wyglądu!
Uparcie
próbowałam zignorować uporczywy dźwięk budzika. Przeciągałam się w wygodnej
pościeli, aż w końcu moja ręka natchnęła się na twardy, mały przycisk. Po
chwili nieprzyjemny dźwięk ustał. Leżałam jeszcze długo zaspana, ale nagle
dotarła do mnie myśl, że to już dzisiaj: pierwszy dzień szkoły. Przeprowadziłam
się z tatą i siostrą do Kalifornii w te wakacje. Zaraz po zakończeniu roku
szkolnego musiałam spakować walizki i pożegnać się z moim ukochanym Nowym
Yorkiem. Rozstałam się z moim domem, ulubionymi miejscami, znajomymi,
przyjaciółmi, szkołą za którą o dziwo tęskniłam i wszystkim innym, do czego
byłam tak bardzo przywiązana. A dlaczego? Bo tata nie mógł wytrzymać. Wszystko
przypominało mu mamę. Dom, w którym spędzaliśmy razem tak wiele czasu, samochód,
na który tak długo razem oszczędzali, ogród, gdzie razem przesiadywaliśmy...
Nawet w pracy nie mógł znieść myśli, że już nigdy nie zobaczy naprzeciw swojego
biurka jej roześmianej twarzy, kiedy odbierała z gracją telefon, albo
przyjmowała klienta. Mama zmarła w wypadku samochodowym. Potrącił ją pijany
kierowca. Spędziła 4 dni w szpitalu i umarła. Tak po prostu; odeszła. Życie
straciło dla mnie sens, wszystko dookoła straciło barwy, czułam, że wszystko we
mnie zamiera i ginie. Bardzo to przeżyłam. Nigdy nie przypuszczałam, że coś
takiego, może stać się tak pięknej kobiecie.
Katy
miała kasztanowe włosy i ciemne oczy. Cera była bardzo blada, a sylwetka
szczupła. Zmarła mając 38 lat. Byłam załamana, płakałam non stop. Wiedziałam,
że nie mogę rozpaczać wiecznie, mama by tego nie chciała. Próbowałam się
otrząsnąć, ale ten smutek dalej był we mnie. Za to tata... on w ogóle nic nie
próbował. On tylko cały czas siedział, a łzy uparcie próbowały się wydostać z
jego oczu. Tak samo jak Ana. Ona się kompletnie zmieniła. Nie przypomina już
mojej siostry, tylko zupełnie inną osobę. Dlatego się przeprowadziliśmy; żeby
zapomnieć, uciec. Ubrałam luźną koszulkę i czarne rurki. Do tego dobrałam buty
na obcasach i kilka błyskotek. Włosy wyprostowałam, spinając grzywkę na czubku
głowy. Zeszłam na dół, gdzie usłyszałam wesołe gwizdanie taty. Otwierając drzwi
kuchni, poczułam zapach świeżych naleśników.
- Dzień
dobry Śliczna!
- Cześć
tato.- Odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem, dając mu buziaka w policzek. Usiadłam
na wysokim krześle stojącym obok lady.
- Gotowa
na pierwszy dzień szkoły?- Zapytał, nie podnosząc wzroku znad talerzy.
Odpowiedziałam głębokim i długim westchnięciem, uderzając końcówkami paznokci w
blat lady.
- Mała,
ja wiem, że ta przeprowadzka była dla Ciebie ciężka, ale miałaś całe wakacje,
żeby się tutaj zaklimatyzować. Otoczenie jest przecież tutaj dużo lepsze niż w
Nowym Yorku i...
- Tato,
nie chcę Cię urażać, ale ja w ogóle nie chciałam się przeprowadzać…- mówiłam
załamanym głosem.- Tam miałam wrażenie, że mama dalej jest, chociaż już jej nie
było...- Myślałam, że zaraz się rozpłaczę, a za wszelką cenę chciałam tego
uniknąć.
-Tak...
ale wiesz, że nie możemy już wrócić...
-Ale…-
Chciałam zacząć protestować, kiedy uświadomiłam sobie, ze to co powiedział
tata, jest prawdą - No tak: wiem...- zrezygnowana zaczęłam jeść naleśniki,
które znalazły się przede mną.
Po
zjedzonym śniadaniu poszłam do mojego pokoju po torbę, a później skoczyłam na
chwilę do łazienki. Kiedy zobaczyłam, że jest już piętnaście po ósmej,
pobiegłam do kuchni, po ostatni łyk kawy. Czułam jak kofeina powoli zaczyna
krążyć w moich żyłach.
-
Odwieść Cię do szkoły?- Usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców.
- Nie
trzeba, ja...
- Daj
spokój, przecież widzę która godzina.- Tata już sięgał po kluczyki.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i ruszyłam za nim w stronę drzwi wejściowych.
Kiedy
dojechaliśmy na miejsce, a samochód taty znikną za zakrętem, dopadł mnie stres.
W mojej poprzedniej szkole, nie byłam jakoś super popularna, więc tutaj bałam
się, że nie znajdę w ogóle znajomych. Z trudem łapiąc oddech, popchnęłam
ciężkie drzwi wejściowe. Moim oczom ukazał się długi, jasny korytarz, z
mnóstwem drzwi po obu stronach. Bardzo dużo osób mnie mijało. Czułam się...
dziwnie. Pierwsze co musiałam zrobić, to zgłosić się po moje ID. Ruszyłam w
kierunku kancelarii. Po około 10
minutach miałam już plakietkę w ręce. Otwierając drzwi, poczułam, że na drodze
pionowej powierzchni stanęło coś twardego.
-
Emm... Przepraszam... Nie wiedziałam...- zaczęłam się tłumaczyć przed
chłopakiem, który okazał się być ową przeszkodą. Kiedy on w milczeniu mi się
przyglądał, spuściłam głowę w dół i zakładając za ucho spadające pasmo włosów,
zrobiłam parę kroków do przodu, żeby ominąć blondyna.
- Nic
się nie stało!- krzykną z uśmiechem, kiedy byłam już kilka metrów dalej. W odpowiedzi
uśmiechnęłam się, a pan burak zagościł na mojej twarzy.
Lekcje
mijały powoli, bardzo powoli. Jak na razie znam tylko kilka osób, które pytały
mnie o drogę do toalety, albo o chusteczki higieniczne. W końcu to, na co tak
długo czekałam: taniec. Dwa razy w tygodniu, po lekcjach, był kurs tańca.
Właśnie dlatego wyraziłam jakąkolwiek chęć chodzenia do szkoły. Pasją do tańca,
zaraziła mnie mama. Po jej śmierci nie chciałam tańczyć, ale stwierdziłam, że
mój zapał i chęci ją uszczęśliwią. Z
niemałym trudem trafiłam do szatni w której mogłam się przebrać. Było cicho i
pusto. Najwyraźniej mało osób przyszło na kurs. Szybko ubrałam różową bokserkę,
czarne krótkie spodenki i różowe trampki. Włosy związałam w wysokiego kucyka,
przy pomocy gumki, którą zawsze nosiłam w piórniku. Zdjęłam wszystkie błyskotki
i solidnie schowałam w głębi mojej torby. Gotowa wyszłam z szatni i udałam się na
salę, gdzie miała się odbyć pierwsza lekcja. Otworzyłam ogromnie, białe drzwi i
zobaczyłam ludzi, stojących w małych grupkach oraz wysokiego mężczyznę,
siedzącego na ławce. Trochę się zestresowałam. Wszyscy stali przy swoich
znajomych, a ja nie znałam tu nikogo. Byłam skazana na siedzenie na ławce.
Powoli ruszyłam przed siebie, czując, że z każdym krokiem, co raz więcej par
oczu spogląda ukradkiem w moją stronę. Chciałam zapaść się pod ziemię. Nie
wiedząc co zrobić z rękami , opuściłam je lekko wzdłuż tali. W połowie drogi do
ławki, wysoki mężczyzna wstał i dmuchnął z całej siły w mały, niebieski gwizdek.
To mój nowy trener. Na szczęście zaczęły się zajęcia. Uwielbiałam tańczyć wszystko,
ale taniec nowoczesny najbardziej przypadł mi do gustu. Wkrótce zostaliśmy
podzieleni na dwie grupy: taniec klasyczny i nowoczesny. Taniec klasyczny
zawierał balet, gimnastykę i stepowanie, a nowoczesny hip hop, breakdance i
różnorodny. W obydwu grupach będzie praktykowany taniec towarzyski. Rozgrzewka, potem krótka informacja od trenera
i poznaliśmy opiekunów obydwu grup: w tańcu klasycznym była to kobieta,
natomiast u nas był mężczyzna: David Garcia. Był z pochodzenia Hiszpanem, co było
słychać po jego akcencie. Lekcja się zaczęła. David pokazał nam parę banalnych kroków
na początek, a potem zaprezentował to, co będziemy umieć, jeżeli sprawnie
ukończymy kurs. Można śmiało stwierdzić, że opadły nam szczęki. Bardzo długo
ćwiczyliśmy pierwsze 5 kroków. Po 30 minutach tańca, była 5 minutowa przerwa,
na której mogliśmy się napić lub skorzystać z toalety. David był wymagającym
opiekunem. Nie pozwalał nam się obijać, ani nie dopuścił do żadnych
niedociągnięć. Przerwa była bardzo krótka, więc zaraz wróciliśmy na sale. Zajęcia trwały jeszcze około 20 minut. Potem
David pożegnał się z nami i wszyscy skierowali się w stronę szatni, gdzie
podczas przerwy zauważyłam dużo więcej ubrań i plecaków. Kiedy wszyscy
skierowali się w stronę wyjścia, ja zostałam żeby zabrać z parapetu moją
butelkę z wodą. Wkrótce okazało się, że jestem jedną z nielicznych osób, które
zostały w ogromnym pomieszczeniu. Uszłam parę metrów i moim oczom ukazała się
blond czupryna, którą widziałam dzisiaj rano obok kancelarii. Nie wiedziałam co
robić. Chłopak niby jak każdy inny, ale nie każdego innego bije
drzwiami
na dzień dobry. Mimo wszystko zdecydowałam się przejść obok
niego i
udawać, że go nie pamiętam. Jak myślałam, tak zrobiłam. Jednak metr od drzwi,
usłyszałam ten sam melodyjny głos, co rano:
- Hej,
zaczekaj!- Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie lekko za ramię.
Odwróciłam
się i podniosłam wzrok jakieś 10 centymetrów wyżej. Zobaczyłam
piękne,
niebieskie tęczówki, które lekko się błyszczały.
-
Ja...- zaczął niepewnie - Widziałem jak tańczyłaś... Byłaś... Niesamowita...-
dokończył swoją wypowiedź, jąkając się. Opowiedziałam uśmiechem, lekko
poruszając ręką, na znak, że może mnie już puścić. Chłopak po raz pierwszy od
naszej rozmowy zamrugał oczami i popatrzył na moją rękę. Po sekundzie
automatycznie ją puścił.
-
Dziękuję...- powiedziałam, nie spuszczając wzroku z jego tęczówek.
-
Przepraszam za to... Nie chciałem, żebyś uciekła... Tak jak rano...
- Nie
dziękuję za puszczenie ręki, tylko za komplement!- odparłam ze śmiechem.
Blondyn też lekko się rozchmurzył i znów patrzył mi w oczy.
-
Idziesz się przebrać?
- Chyba
by pasowało...- Odpowiedziałam pokazując zęby.
- Mogę
na Ciebie zaczekać?- Zapytał, cierpliwie wyczekując odpowiedzi.
-
Emm... pewnie.- Zdziwiona zaistniałą sytuacją, ruszyłam w stronę szatni.
Otworzyłam drzwi i ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu,
zobaczyłam
chłopaka, siedzącego na ławce, obok mojej torby i reszty rzeczy.
-
Wiedziałem, że to musi być twoje.- powiedział z chytrym uśmieszkiem podnosząc
mojego buta za obcas i bawiąc się nim.
- Yy...
Nie pomyliły Ci się szatnie?- Zapytałam lekko marszcząc czoło.
- Nie,
trafiłem doskonale.- powiedział, gwałtownie wstając z miejsca. Szybkim krokiem
podszedł do mnie, a ja automatycznie się odsunęłam. Brunet nie zwalniając
kroku
złapał mnie za nadgarstki i mocno przygwoździł do ściany, na co zareagowałam
cichym piskiem.
-
Faktycznie jesteś ładna.- powiedział, uważnie mi się przyglądając. Wydawał mi
się wyższy od blondyna czekającego na korytarzu. Ciemne, pofalowane włosy, były
ułożone w artystycznym nieładzie. Ciemno zielone oczy świdrowały moje ciało.
- Puść
mnie!- krzyknęłam i zaczęłam się szarpać. On jednak ze stoickim spokojem się
uśmiechną i przywarł do mnie całą powierzchnią swojego ciała, chowając głowę w
zagłębienie pomiędzy moją szyją a ramieniem. Nie mogłam się ruszyć, nawet
ciężko mi się oddychało pod jego ciężarem. Czułam się tak, jakby dokładnie
chciał zapamiętać
zapach
moich perfum. W końcu podniósł głowę i popatrzył mi prosto w oczy, a po chwili
zjechał wzrokiem na dekolt. Nie wytrzymałam i uniosłam kolano, aby uderzyć go w
krocze. On jednak był szybszy i złapał moją kończynę w połowie drogi do celu.
Uśmiechnął się łobuzersko, po czym zwinnym ruchem odchylił moje kolano na bok i
przywarł wargami do mojej szyi. Znowu unieruchomił mnie swoim ciałem, a jego
ręka z powrotem chwyciła
mój
nadgarstek, przyciskając go do ściany. Nie mogłam nic zrobić. Na szczęście ta
chwila nie trwała długo. Chłopak gwałtownie puścił moje ręce i odsunął się ode
mnie.
-
Widzimy się później.- Powiedział i wyszedł drzwiami, których wcześniej nie
zauważyłam. Jakieś pięć minut stałam i patrzyłam w nicość, dokładnie analizując
to, co się przed chwilą wydarzyło. Roztrzęsiona podeszłam do moich rzeczy. Podniosłam
buta, którego upuścił brunet. Spojrzałam na moje nadgarstki: były całe sine, i
nie dało się nie zauważyć, białych
odcisków
długich, męskich palców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz