poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 4

~Zanim przeczytasz~
Chce tylko podziękować, że tu jesteś. To naprawdę dla mnie ważne. Miłego czytania ;)

Byłam w dziwnym miejscu, które było mi znajome. Dookoła chodziło pełno ludzi, a jasne ściany raziły mnie w oczy. No tak, rozpoznałam to miejsce; przecież to szkolny korytarz. Wszyscy gdzieś szli, Tylka ja stałam na środku i patrzyłam na to wszystko. Zwyczajny, zabiegany dzień w szkole. Kiedy każdy pędził na swoje zajęcia, ruszyłam powoli przed siebie. Lustrowałam każą rzecz: szafki stojące przy ścianie, parapety na których licealiści pisali ściągi, albo po prostu rozmawiali, kwiaty stojące w wielkich donicach… Nagle poczułam zmęczenie. Byłam wykończona. Musiałam chociaż na chwilę przestać iść przed siebie i odpocząć. Tak jakby na końcu korytarza było coś, co emanuje złą mocą. Coś, co mnie osłabia. Usiadłam więc na podłodze, nie zważając na to, czy siedzę na środku korytarza, czy też nie. Po prostu siedziałam i czekałam, aż nabiorę nieco więcej siły. Wtedy zobaczyłam dziwną postać: dziewczyna z długimi brąz włosami, szła przez szkolny korytarz z podniesioną głową. Była inna niż wszyscy: nie biegła na zajęcia, nie grzebała w plecaku ani nie zajmowała się wyświetlaczem telefonu. Ona po prostu szła w moim kierunku. Kiedy była wystarczająco blisko, żebym mogła przyglądnąć się jej twarzy, rozpoznałam ją. Znałam ją, tylko nie mogłam sobie przypomnieć, kim jest. Chwilę szukałam w moim umyśle jakiś wskazówek, ale nic z tego. Dopiero kiedy owa dziewczyna zatrzymała się dwa kroki przede mną przypomniałam sobie: przecież to mama. Mama wyciągnęła rękę w moją stronę, jakby chciała mi pomóc. Potem przemówiła swoim spokojnym, melodyjnym głosem:
- Grace, nie bój się. Nie możesz się poddać. Chodź, zrobimy to razem…
Obudziłam się ze łzami na policzkach. Moje ciało automatycznie przyjęło pozycję siedzącą. Byłam nie na żarty wystraszona. „Spokojnie Grace, to tylko koszmar. Tylko koszmar.” Mój mózg karcił mnie za moją bujną wyobraźnie. Chwilę mi zeszło, zanim przestałam płakać jak mała dziewczynka. Kiedy doszłam do siebie, poczułam ogromną suchość w gardle. Bez zastanowienia, dotknęłam bosymi stopami zimnej podłogi, a już po chwili znalazłam się na schodach. Schodząc potknęłam się raz czy dwa razy, ale to tylko przez to, że byłam jeszcze roztrzęsiona. Szybko odnalazłam włącznik światła i otuliła mnie jasność. Przymrużyłam oczy, powoli przyzwyczajając się do obecnego klimatu. Ruszyłam w stronę kredensu, gdzie stała woda. Odnalazłam szklankę i nalałam do niej trochę zbawiennego płynu. Ciągle zaspana, odwróciłam się, z zamiarem wskoczenia na blat. Jednak zdziwiło mnie, kiedy zobaczyłam przed sobą jakąś postać. Myślałam, że zwymiotuję ze strachu, kiedy rozpoznałam w tej postaci mamę. Widziałam ją tylko przez urywki sekund. Zdążyła tylko wypowiedzieć moje imię w ten troskliwy sposób. Jej oczy były przepełnione troską i smutkiem. Nie mogłam zacząć krzyczeć, bo po pierwsze mamy już nie było; po prostu powiedziała „Grace” i rozpłynęła się w powietrzu, po drugie mojego gardło dalej było suche. Moją opóźnioną reakcją było upuszczenie szklanki, która trzymałam w lewej ręce i cofnięcie się z całej siły do tyłu, ale kredens mi w tym przeszkodził. Serce zaczęło walić mi w piersi jak dzwon. Tysiące myśli na sekundę:
Czy ja zwariowałam?! Widziałam moją matkę! Co się ze mną dzieje?! O co tu chodzi?! Co to za gra?!
Bez zastanowienia, wyczułam ręką na kredensie nóż kuchenny. Cały czas moje oczy wpatrzone były w miejsce, w którym „objawiła się” mama. Ścisnęłam nóż tak mocno, że moje knykcie były białe. Powoli wychyliłam się, strachliwie patrząc w stronę drzwi. Nasłuchiwałam jakiegokolwiek dźwięku. Jeżeli mama naprawdę tu była, to musiałam ją teraz usłyszeć. Nic. Cisza. To właśnie ta cisza mnie teraz najbardziej przerażała. Kiedy upewniłam się, że na pewno nikt mnie już nie zaskoczy od strony drzwi, zrobiłam malutki kroczek do przodu, nie zważając na to, czy rozbite szkło wbije mi się w stopę, czy też nie. Cały czas moje ciało było pochylone do przodu, żeby w razie czego umożliwić mi szybką ucieczkę. Wystraszona z nożem w ręku, musiałam wyglądać tragicznie. Kiedy może oczy wpatrywały się w ciemność poza drzwiami kuchni, usłyszałam coś dziwnego.
- Grace, nie bój się.- znowu ten głos! Teraz dochodził zza moich pleców. Natychmiast się odwróciłam, wyciągając nóż lekko przed siebie. Jednak nic tam nie było. Może to było głupie, ale stanęłam w miejscu, z którego moim zdaniem dobiegał głos.
Może faktycznie coś ze mną nie tak? Jestem szalona? Ten głos był w mojej głowie? Nie to możliwe!
Moje myśli toczyły ze sobą zaciętą walkę, kiedy ja patrzyłam przed siebie. Widziałam tą walkę, byłam widzem. Nie wiedziałam co zrobić. Nie chciałam być… taka.
- Grace?- dobiegł głos zza moich pleców. Tym razem wyrwał mnie z moich rozmyślań. Odwróciłam się z krzykiem, upuszczając nóż na podłogę. Miałam dość: niech odejdzie!
- Grace! To tylko ja!- przez łzy widziałam jak Ana stoi w drzwiach patrząc na mnie ze zdziwieniem i przerażeniem jednocześnie. Nie pozostało mi nic innego, jak zalać się łzami. Opadłam wykończona na podłogę. Oparłam plecy o pobliską ścianę i zakryłam twarz dłońmi.
- Co się dzieje? Dlaczego płaczesz? Czemu krzyczałaś? Coś Cię wystraszyło? Odpowiedz mi!- zadawała tak wiele pytań. Na żadne nie dostała odpowiedzi. Sama nie wiedziałam, co się stało przed chwilą. Co miałam powiedzieć? Że miała rację? Że mama żyje i wołała mnie? Łzy cisną mi się do oczu, jak nigdy. Kątem oka widziałam, jak Ana patrzy na rozbite szkło, potem na nóż, który leży obok mnie i na końcu na mnie. Wstała, pozbierała większe odłamki szkła, a resztę zmiotła i wrzuciła do kosza. Wytarła resztki mojej wody. Właśnie: woda! Gdybym tutaj po nią nie przyszła, to nic by się nie stało. Nie obudziłabym Any, nie stłukłabym szklanki, nie płakałabym teraz. Wszystko przez tą cholerną wodę!
Taa, teraz zwalam winę na rzeczy martwe. Boże, Grace, opanuj się! Czemu Ty dalej płaczesz, dziewczyno?!
Tak, płakałam. Płakałam przez cały czas. Nie wiem dlaczego. Po długiej chwili ciszy, Ana przemówiła swoim spokojnym głosem.
- Może przejdziemy do salonu, tam mi wszystko opowiesz.- powiedziała patrząc na mnie troskliwym wzrokiem. Pokiwałam delikatnie głową i potarłam dłońmi moje ramiona, bo zrobiło mi się zimno. Weszłyśmy do pokoju, zaświecając światło i usiadłyśmy na kanapie. Koc, który naciągnęłyśmy na nogi, znacznie „ocieplił” atmosferę. Powoli zaczęłam mówić. Patrzyłam w ziemię i mówiłam o tym jak koszmar wyrwał mnie ze snu, jak zeszłam do kuchni, jak nalałam wodę do szklanki, no i o tym… Słowa same wychodziły z moich ust. W sumie, to mógł być wytwór mojej wyobraźni, ale przecież ona stała centralnie metr ode mnie! Kiedy skończyłam, Ana nic nie mówiła. Po prostu siedziała. Kiedy złapałam jej spojrzenie, nie dostrzegłam w nim strachu czy zmartwienia, ale zrozumienie. Nie śmiała się ze mnie, ani nic z tych rzeczy. Ona mnie rozumiała. Zrobiło mi się głupio, ze wcześniej nie wierzyłam w to co mówiła. Teraz miałam pewność, że nie kłamała. W każdym razie, miałam pewność, że nie tylko ja widziałam mamę. Nie byłam sama. Miałam ją.
Pyszne kakao, które przyniosła mi Ana, było mi nader potrzebne. Brunetka sprawnie zmieniła temat i w końcu skończyłyśmy śmiejąc się i wygłupiając. Kiedy zaczęłyśmy grać w 33, usłyszałyśmy jak ktoś otwiera drzwi wejściowe, a niedługo później do domu wszedł tata. Od razu wszedł do salonu, co zawdzięczałyśmy zaświeconej lampie.
- Hej, dziewczyny!- przywitał nas z uśmiechem na twarzy, składając na naszych policzkach buziaki.- Czemu jeszcze nie śpicie? Wywalili was ze szkoły, czy przedłużyli wakacje?- zapytał mrugając do nas porozumiewawczo. Nie musiał czekać długo na odpowiedź:
- Grace, zeszła na dół kiedy spałam i nagle usłyszałam stłuczenie szkła i…
-  Źle się czułam, zrobiło mi się ciemno przed oczami i upuściłam szklankę. Trochę mnie bolała głowa, to wszystko.- wtrąciłam się, póki jeszcze nie wygadała wszystkiego ojcu.
- Ale przecież krzyczałaś…
- Zamknij się.- powiedziałam przez zęby. Mimo wszystko, wzrok taty spoczął na mnie. Wyrazie chciał, żeby rozwinęła temat moich nocnych krzyków. W między czasie, zdążył już usiąść na rogu kanapy.
- Emm… Krzyczałam, bo… Bo kiedy Ana weszła do kuchni bardzo się przestraszyłam.- Wypaliłam. Szybko spuściłam wzrok, żeby dłużej nie patrzeć ojcu w oczy. Potrafię nieźle kłamać, ale nie w takich sytuacjach.
- Och… No tak.- powiedział wodząc wzrokiem po pokoju.- Ale już się dobrze czujesz?- zapytał znowu zatrzymując na mnie wzrok.
- Taa, już jest okej.- odpowiedziałam nie podnosząc wzroku. Gdyby Ana mogła zabijać spojrzeniem, to były by moje ostatnie słowa.
- Dobrze… Zmykajcie spać, jest już 2 w nocy, a wy macie jutro szkołę!- mówił przywracając pogodną atmosferę. Wstał i skierował się w stronę kuchni. My natomiast skierowałyśmy się w stronę schodów. Kiedy byłyśmy już na piętrze, Ana złapała mnie za ramię.
- Czemu mu nie powiedziałaś?!- syczała. Nie mówiła głośno, w sumie to szeptała, ale w jej głosie wyraźna była irytacja.
- Nie mogę. Nie teraz. Powiemy mu innym razem, okej?- broniłam się. Nie chciałam go martwić, kiedy wrócił zmęczony z pracy. Nie chciałam go w ogóle martwić.
- Jutro mu powiemy. Musimy.- wyraźnie zaakcentowała słowo „musimy”, po czym puściła moją rękę. Chwilę stałam w drzwiach mojego pokoju, wpatrując się w nicość.
„ Jutro mu powiemy. Musimy”  Nie chciałam mu mówić. I tak też zamierzałam zrobić. Nie chciałam dokładać problemów. I nie będę.

Po głębokich przemyśleniach, wdrapałam się na łóżko i szybko zasnęłam. Szybciej niż zazwyczaj.

2 komentarze:

  1. Cudowny ! Czekam na kolejny :)

    Ps; Zapraszam do siebie http://magicznaszarokolorowarzeczywistosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń