poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 3

~ Zanim przeczytasz ~
Chciałam tylko zapytać, co obstawiacie: 
Niall +Grace czy Harry + Grace ? :D
Miłego czytania ;)
Miesiąc szkoły minął tak szybko. Wydaje mi się, że to zaledwie kilka dni. Ogólnie to bardzo dużo się ostatnio wydarzyło: Ana cały czas marudzi, że rzekomo widzi mamę, kiedy tylko wychodzi z domu, tata cały czas pracuje, nie mając dla nas czasu… Kiedy mama odeszła, mówił, że będziemy bezpieczne, zawsze będziemy miały wszystko, czego będziemy potrzebować… A tymczasem? Potrzebujemy jednej rzeczy: jego obecności. Tak dawno nie mogliśmy spokojnie porozmawiać, nawet nie było kiedy zjeść razem kolacji… To jest… przykre.
W dalszym ciągu jedyną osobą którą znam w szkole jest Niall. W przeciwieństwie do Ana’y: ona świetnie się odnajduje w towarzystwie swoich nowym znajomych. W każdym razie Niall… On… Lubię go. Codziennie przyjeżdża po mnie przed szkołą. Bardzo się o mnie martwi: zupełnie jakbym była małą dziewczyną. To trochę wkurzające. Ale jest kochany. Kiedyś stwierdził, że to słodkie, kiedy kicham. Chwilę później wylądowałam pod kocem z ciepłą herbatą w ręku. „ Nie możesz mi się tu przeziębić.”- mówił. Uważam, że to naprawdę urocze z jego strony. Jego nadopiekuńczość czyni go jeszcze bardziej słodszym niż jest.
Ach tak, zapomniałabym o jeszcze jednej osobie: chłopak o kasztanowych lokach. Nawet nie wiem jak ma na imię. Od ostatniego incydentu w moim pokoju, nie zaczepiał mnie już więcej. Mimo wszystko, kiedyś złapałam z nim kontakt wzrokowy, kiedy gapił się na mnie podczas lunchu. W każdym razie, nie odzywał się do mnie, ani nie zbliżał od tamtej chwili. I muszę przyznać, że trochę mi przykro z tego powodu to bardzo dobrze. Chociaż prawdę mówiąc, owy brunet jest niezwykle...
Pisanie przerwała mi Ana, materializując się przede mną, ni stąd, ni z owąd.
- Przestań już bazgrolić i chodź!- powiedziała, ciągnąc mnie za rękę w stronę drzwi. Niechętnie odłożyłam pióro i podążyłam za siostrą. Doszłyśmy do furtki, kiedy ta niespodziewanie się zatrzymała i wskazała ręką na czarnego forda na wprost nas, stojącego po drugiej stronie ulicy.
- Oh… Przyszłaś pokazać mi, ze ktoś przyjechał do sąsiadów?- zapytałam zdziwiona i rozbawiona całą tą sytuacją. Ana wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia i natychmiast przeniosła wzrok ze mojej twarzy na samochód.
- Ale…- zaczęła swoja wypowiedź- To nie możliwe! Jeszcze przed chwilą tam była!
- Tylko mi nie mów, że znowu widzisz mamę. Nie dawaj mi powodów do myślenia, że coś z Tobą nie tak.- rzuciłam obojętnym tonem i ruszyłam z powrotem do domu.
- Dobra! I tak zobaczysz, że mam rację!- Ana zbulwersowana wybiegła przez furtkę i zbliżała się do samochodu stojącego po drugiej stronie ulicy.
- Ana, daj spokój, nie rób głupstw!- ostrzegawczy ton w moim głosie powinien ja zatrzymać. Niestety, nie udało się. Szybko ruszyłam za brunetką, w błyskawicznym tempie ją doganiając. Opłacało się trochę poćwiczyć.
- Nie dotykaj tego!- wysyczałam odciągając ją z całej siły od drzwi auta.- Zwariowałaś?! Uspokój się!- powiedziałam surowym tonem, lekko potrząsając jej ramionami. Patrzyłam prosto w jej brązowe oczy, które były nieobecne i ospałe.
- Zaraz… Czy Ty… Czy Ty coś brałaś?- zapytałam poważnie zaniepokojona, luzując uścisk na jej ramionach.
- Co Ty? Jasne, że nie!- Ana szybko zaprzeczyła i przerwała nasz kontakt wzrokowy. Wyszarpała się z mojego uścisku, a jej wzrok chciwie lustrował wnętrze samochodu. Też byłam bardzo ciekawa wszystkich informacji o mamie, które mogłyśmy znaleźć w środku, ale nigdy nie pozwoliłabym sobie dotknąć czyjejś własności.
- Chodź, pomożesz mi zrobić kolację.- powiedziałam tonem, jakim mówi się do dziecka, żeby odwrócić jego uwagę od upragnionej zabawki. Złapałam dziewczynę za rękę i pociągnęłam w stronę domu. Nie dało się nie zauważyć, że jej wzrok cały czas utkwiony był we wnętrzu czarnego forda.
Krzątałyśmy się po kuchni, robiąc spaghetti. Z radia wydobywały się ciche melodie, które przerywały krępującą ciszę. Nie było tak jak dawniej. Kiedyś miałybyśmy frajdę, przygotowując razem kolację. Teraz atmosfera między nami była napięta, co dało się wyczuć na kilometr. Kiedy danie było gotowe, Ana podawała mi talerze, a ja nakładałam na nie długi makaron, polewając go sosem z kawałeczkami mięsa. Z racji, że taty nie było w domu, ubrałyśmy dwie porcje, które zaraz zaniosłam do jadalni, która była połączona z kuchnią. Ku mojemu zaskoczeniu Ana zabrała swoją porcję ze stołu i skierowała się w stronę schodów.
- Hej, poczekaj, zjemy razem.- próbowałam ja zatrzymać, jednak ona dalej zmierzała do swojego celu. Robiła tak codziennie. Miałam dość, chciałam z nią porozmawiać, a ona tylko mi to utrudniała.
- Ana!- krzyknęłam zrozpaczona. Wątpiłam, że się zatrzyma, ale jednak to zrobiła. Stała do mnie tyłem, tak jakby zastanawiała się, czy ma zawrócić. Po chwili namysłu z głośnym westchnięciem i grymasem na twarzy odwróciła się i zajęła miejsce przy stole. Podparła ręką głowę i zaczęła dręczyć widelcem makaron. Przykryłam pokrywką patelnie z porcją dla taty. Chciałam, żeby jedzenie było ciepłe bez podgrzewania, chociaż szczerze w to wątpiłam. Zajęłam miejsce obok Ana’y. Zaczęłam jeść, co jakiś czas rzucając w jej stronę zaciekawione spojrzenie. W końcu nie mogłam znieść ciszy, która zaczynała mnie powoli dusić.
- Słuchaj…- to jedyne słowo jakie mogłam z siebie wydusić. Chciałam z nią porozmawiać o mamie i o całej tej sytuacji. Martwiłam się o nią, ale nie wiedziałam jak dobrać słowa.- Ja… Nie rozumiem.
- Czego?- zapytała, nie podnosząc wzroku z nad talerza.
- Dlaczego widzisz mamę? Przecież obydwie wiemy, że nie żyje. To nie jest już śmieszne. Poważnie, zaczynam się martwić.- powiedziałam z powagą. Z zainteresowaniem patrzyłam na nią, wyczekując odpowiedzi. Nie kazała mi długo czekać.
- Czyli Ty też mi nie wierzysz?!- krzyknęła, rzucając widelec i podnosząc się z miejsca.
- Hej!- powiedziałam, również wstając. Miałam na celu uspokojenie siostry.- Tego nie powiedziałam.- dodałam spokojnie po chwili. Ana z powrotem usiadła i podarła ręką czoło. Również usadowiłam się na krześle. Czekałam na jej wyjaśnienia.
- To zaczęło się pierwszego dnia szkoły.- zaczęła niepewnie. Cały czas patrzyła w ziemię.- Zerwałam się z dwóch ostatnich lekcji. Nie mogłam już tam usiedzieć. Po prostu musiałam wyjść. Ochroniarzowi przy bramie, powiedziałam, że jestem zwolniona do domu. Poszłam do parku, bo to było jedyne miejsce, które tutaj znałam. I wtedy ona tam była: Siedziała na ławce z jakimś facetem. Rozmawiali, a potem ona się do mnie odwróciła. To musiała być ona. Nikt inny nie ma takiego wzroku.- Ana opowiedziała mi jeszcze o tym jak zobaczyła mamę na szkolnym korytarzu, potem kiedy wracała ze szkoły i dzisiaj: kiedy wysiadała z tego samochodu. Zawsze towarzyszył jej owy mężczyzna. Kiedy skończyła, byłam zamyślona. Myślałam, że oszalała.
- Wierzysz mi?- zapytała, pierwszy raz od początku naszej rozmowy patrząc mi w oczy. Wyrwała mnie z zamyślenia, nie wiedziałam co jej odpowiedzieć.- Wiedziałam.- skwitowała, wściekła wstając od stołu. Ze złością maszerowała do swojego pokoju, zostawiając prawie nietknięty makaron.
- Wierzę Ci.- powiedziałam spokojnie, nie zmieniając swojej pozycji. W sumie nie byłam przekonana co do teorii „nasza mama zmartwychwstała” i nie chciałam kłamać, ale jeżeli to pomogłoby w zatrzymaniu jej choroby psychicznej… Nie, przecież moja siostra jest zdrowa! O czym ja myślę?! Ana zatrzymała się w miejscu. Kiedy przeskanowała moje słowa i odwróciła się do mnie.

- Naprawdę?- zapytała z niedowierzaniem. Skinęłam delikatnie głową.  

1 komentarz: