poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 6

~Zanim przeczytasz~
Dziękuję że jesteś :)

„Proszę, nie”- moje myśli błagały o wybawienie, wyrażając chęć natychmiastowej ucieczki. Mimo wszystko, przez grzeczność odwróciłam się twarzą do dziewczyny. Naprawdę nie miałam ochoty nawiązywać nowych znajomości w najgorszym momencie mojego życia.
- Jestem Amber, a ty?- powtórzyła. Zapewne uważałam mnie za osobę z problemami słuchowymi.
- Emm… - zastanawiałam się czy nie powiedzieć, że się śpieszę, pozwolić zagościć krwawemu kolorowi na moich policzkach i po prostu odejść, ale nie mogłam. Dziewczyna wpatrywała się we mnie, cierpliwie oczekując odpowiedzi.- Grace. – mój wzrok spoczywał na chodniku, co dawało dziewczynie szansę do rozwinięcia naszej rozmowy.
- Widzę, że nie masz ochoty na rozmowę…- „Naprawdę? Nie możliwe! JA? Błagam…”; moje myśli rzucały w stronę Amber dosyć obraźliwe teksty, których w życiu nie miałabym odwagi wypowiedzieć. – Może chcesz iść ze mną na kawę? Zaraz za rogiem jest taka miła kawiarenka…
-Nie!- przerwałam jej, nie dając szansy na dokończenie zdania. W życiu nie wrócę tam, kiedy wiem, że pan „jestem bezczelny i wiem o tym, ale gówno mnie to obchodzi” tam jest.- To znaczy… śpieszę się właśnie na zajęcia, więc… Do zobaczenia…- rzuciłam szybko w stronę szatynki i odwróciłam się, zwarta i gotowa do ucieczki z tego podłego miejsca.- …może- rzuciłam szybko pod nosem, wykonując pierwszy krok.
- Zaczekaj, masz może teraz chemię? Widzę, że masz w torbie podręcznik. Może pójdziemy razem do klasy? – Dziewczyno, ostrzegam Cię, mój mózg ma o Tobie coraz gorsze zdanie.
Odwróciłam się powoli w stronę dziewczyny, która chyba kompletnie nie rozumiała, co znaczą zwroty „zostawić w spokoju” i „dać odrobinę prywatności”. Moja zrezygnowana mina mówiła chyba sama za siebie, ale najwyraźniej Amber nie zauważała tego.
- Emm…- Zaczęłam niepewnie, mając nadzieje, że dziewczyna się wycofa i pozwoli mi odejść. Dalej czułam, że moje oczy są czerwone, ale to nieprzyjemne uczucie łez balansujących na krawędzi oczu poszło w zapomnienie, kiedy musiałam skleić sensowną odpowiedź z moich rozwianych myśli. – Okej. – odpowiedziałam zrezygnowana, widząc, że moja nowa znajoma nie da za wygraną. Ruszyłam powoli w stronę wejścia do szkoły. Nim się obejrzałam Amber znalazła się tuż obok mnie, opowiadając o sobie, abyśmy się „lepiej poznały” . Potakiwałam i od czasu do czasu się lekko uśmiechałam, aby wywrzeć wrażenie zainteresowanej. Cały czas moje myśli skierowane były ku brunetowi, który tak okropnie potraktował mnie w kawiarni. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, że inni mają uczucia? To, że on nie przejmuje się słowami czy gestami innych, nie znaczy, że cała ludzkość jest taka jak on. Mógłby chociaż udawać, że nie jest wredny. Dopiero teraz zorientowałam się, że nawet nie znam jego imienia, kiedy on wie chociażby gdzie mieszkam…
- Grace?- zapytała Amber wyrywając mnie z zamyślenia. Stałyśmy na środku chodnika: ja jeszcze do niedawna wpatrzona w nicość, ona – wymachująca rękami przed moją twarzą, próbując nawiązać ze mną kontakt. – Wszystko okej?- zapytała.
- Ech… tak… przepraszam… - powiedziałam, przeczesując ręką włosy.
- Oh, okej. Więc… gdzie urwała Ci się rozmowa?- pytała mnie, kiedy próbowałam otrząsnąć się z resztek moich myśli.
- Hmm… Kiedy mi się przedstawiłaś.- odpowiedziałam szczerze. Szatynka roześmiała się.
- Naprawdę, jestem aż tak nudna?- mówiła, kiedy uśmiech nie znikał z jej twarzy. Spodziewałam się innej reakcji: myślałam, że obrażona moim rozkojarzeniem, odwróci się na pięcie i zostawi mnie tutaj samą, a ona… po prostu się śmiała.
- Nie, nie po prostu… ja…- próbowałam wymyślić coś, co zapobiegłoby pojawieniu się rumieńców na moich policzkach. Jednak już było po fakcie….
- Nic się nie stało. Bardzo dużo osób już mi powiedziało, że mówię rzeczy kompletnie bez sensu i że potrafię zanudzić na śmierć, że jestem nudna, że za dużo mówię, że…
- Mieli święta rację.- wypaliłam, z małym uśmieszkiem na twarzy. Szczerość przy tej dziewczynie, to pestka. Jest tolerancyjna. Może spotkanie jej, nie jest jednak karą zesłaną z nieba?
- Najwyraźniej.- dziewczyna jeszcze bardziej roześmiała się na mój komentarz. Niechybnie poprawiła mi humor. Jej śmiech był taki.. beztroski…
Doszłyśmy do sali numer 514, śmiejąc się z gadulstwa Amber. Opowiedziała, jak to kilka razu jej niewyparzony język wpakował ja w niezłe kłopoty, między innymi jak to wylądowała na dywaniku u dyrektora, za komentowanie strojów nauczycieli. W końcu zaczęłam szczerze się śmiać i naprawdę słuchać. Cieszyłam się, że nie muszę dużo mówić: Amber świetnie radziła sobie sama. Tylko od czasu do czasu wtrąciłam swój krótki komentarz, zachęcając ja do kontynuowania. W końcu zajęłyśmy miejsca przy jednym ze stanowisk przy oknie. Zdjęłam torbę z ramienia, wieszając ją na krześle. Moje włosy wylądowały na lewym ramieniu, kiedy prawą ręką bawiłam się kolczykiem. Amber zapytała mnie kilkakrotnie o moje zainteresowania, kiedy wreszcie przestałam myśleć o tym, że chyba kiedyś widziałam ją na lunchu i na chemii. Myślę, że kilka razy zdarzyło mi się dostrzec jej długie włosy w tłumie pozostałych uczniów.
- Lubię tańczyć… i jeździć na…
- Oh, tańczysz? To świetnie się składa! Mam mnóstwo znajomych, który też tańczą! Należysz do  cheerleaderek?- zapytała wyraźnie zaintrygowana tematem.
- Nie… Nie o takim tańcu mówię… Głównie pasjonuję się tańcem nowoczesnym.- powiedziałam nerwowo bawiąc się rękoma, w oczekiwaniu na jej reakcję.
- Oh…- powtórzyła. Zapewne miała zamiar jeszcze coś dodać, ponieważ jej usta już się rozchylały, ale krótkie „Zająć miejsca” przeszkodziło jej.
Minęła prawie połowa lekcji, kiedy drzwi sali gwałtownie się otwarły. Nie przejęłam się tym zbytnio i dalej rozwiązywałam zadanie. Nagle Amber szturchnęła mnie łokciem. Podniosłam wzrok i zobaczyłam delikatny uśmiech na jej twarzy. Przechyliłam głowę lekko na lewo, nie wiedząc o co jej chodzi. Dalej byłam nisko pochylona nad notatkami, trzymając w ręku czarny długopis. Amber skinęła głową w kierunku drzwi, dając mi wyraźnie do zrozumienia, ze mam spojrzeć w tamta stronę. Powoli odwróciłam głowę, czego zaraz pożałowałam. Moje oczy zdążyły zarejestrować loki, wysoką sylwetkę, blade policzki i mocno zaciśnięta szczękę, zanim opuściłam głowę w dół, patrząc bez celu na kartki, na których jeszcze pięć sekund temu tak gorąco pisałam. Długopis prawie wypadł mi z dłoni, czemu zapobiegłam mocniej zacieśniając rękę. Widziałam jak wysoki brunet przemierza sale bez słowa, usadawiając się gdzieś na tyłach.
- No, no, panie Styles! Czym sobie zasłużyliśmy na taki zaszczyt?- powiedział pan Watson, zdejmując z nosa swoje okulary.- Liczę na rozsądne wytłumaczenie twojego spóźnienia.- powiedział, opierając się o biurko. W tym momencie moja głowa odwróciła się, aby zobaczyć reakcję „pana Styles’a”. Co cóż… Teraz przynajmniej wiem jak ma na nazwisko. Szczęka bruneta jeszcze bardziej się zacieśniła na słowa nauczyciela. Po chwili odpowiedział:
- Samochód mi się zepsuł.- powiedział, przeczesując ręką włosy. Jasne. I musiał przejechać samochodem te 500 metrów, żeby dostać się do szkoły. Taa...
- Słabe wytłumaczenie.- Watson zaczął się śmiać, a w ślad za nim poszła większość uczniów. Ucichli jednak, kiedy chłopak posłał im śmiercionośne spojrzenie.
- Może pan sobie darować.- wymruczał.- D* na zakończenie semestru mi wystarczy.  
- Już teraz możesz zacząć się modlić, abyś wyciągnął na D.- mówił nauczyciel z jadem w głosie, wracając do lekcji. Brunet opuścił głowę, utrzymując wzrok na swojej dłoni. Nie zdawałam sobie sprawy, że cały czas patrzę w jego stronę. Szybko odwróciłam wzrok, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, że coś było nie tak. Kątem oka, widziałam jak Amber zaczęła coś gorączkowo skrobać na swojej kartce. Po chwili podsunęła mi ją, a moim oczom ukazały się małe litery:
Wiesz kto to? – tak wiem: człowiek którego nienawidzę.
Nie. – odpisałam podsuwając szatynce kartkę. Nie jestem pewna, czy chce wiedzieć kim jest ów osobnik. Amber znowu zaczęła coś szybko pisać.
JAK TO?! – moje trzy kropki były odpowiedzią na wszystko.
Harry Styles – jeden z najprzystojniejszych chłopaków w całej szkole. Jak możesz nie wiedzieć?! Boże, jaki on jest gorący… Zaraz zemdleję… - Uśmiechnęłam się pod nosem, czytając wywody Amber. Przynajmniej dzięki niej dowiedziałam się jak ma na imię. Odwróciłam lekko głowę: ewidentnie Harry patrzył w ta stronę – to było nie zaprzeczane.
Pozostawiam Cię z twoja rosnącą samooceną, gdyż „pan gorący” właśnie gapi się w tą stronę. – odpisałam, wracając do opuszczonego zadania. Amber zaraz po przeczytaniu mojej wiadomości odwróciła głowę do tyłu. Brunet najwyraźniej dalej patrzył w nasza stronę, ponieważ policzki Amber zalały się czerwienią.

*D - w Ameryce jest inna tabela ocen; w Polsce 'D' może uznać jako 3 :)

3 komentarze:

  1. Mdleje mdleje :D xD :D hahahahahahha xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny ! Czekam na kolejny :)

    Zapraszam do siebie :
    http://magicznaszarokolorowarzeczywistosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Pan goracy xD kocham te sarkazmy xD

    OdpowiedzUsuń